Tawerna Hrothgara  Strona Główna

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


[Pobierz temat]Poprzedni temat :: Następny temat
Wiosna
Autor Wiadomość
Foxy 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 28
Skąd: Kraków

0
Wysłany: 2009-02-23, 16:42   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   Wiosna

Portowe Miasto Luz Azul. Francja Rok 1661.

Była ciemna noc. Za ciemna jak na tą porę roku. Małe miasteczko portowe wydawało się być jasnym punktem patrząc z oddali. Było jedynym miastem w okolicach. Najbliższa wioska była oddalona wiele mil stąd. Leżało na terenie Francji, jednak ani ten kraj ani którykolwiek inny nie chciał się do niego przyznawać. Siedlisko wszystkiego co najgorsze tak je nazywali. Było swoistym miastem-państwem. Coś musiało jednak przykuwać uwagę przyjezdnych. Był to jedyny ,,wolny'' port na tej szerokości geograficznej którym można było dostać się do Anglii nie posiadając własnego statku. Odkąd granice stały się zamknięte po wojnie trzydziestoletniej tylko bogaci kupcy i szlachetnie urodzeni mogli sobie pozwolić na takową podróż. Jednak wzajemna niechęć Francuzów i vice wersa Anglików odstraszała podróżnych. To miasto to był nic innego jak wrzód na dupie całego królestwa ...

Świeczka powoli dogasała na żyrandolu. Mętnym wzrokiem Angus patrzyłeś na wirujące płomienie. Płomyczki zdawały się jakby tańczyć ze sobą. Pociągając kolejny łyk trunku, który postawili ci przyjezdni w zamian za twoje opowieści, czułeś ,że coś jest nie tak. Nie była to zwykła noc. Od dawna nie czułeś podekscytowania. Tak... można było to nazwać podekscytowaniem. Rano pod jakąs dziwną banderą ruszasz w podróż. Nie wiesz kim był jegomość który wczoraj tutaj zawitał i dał ci mieszek złota. Masz poprowadzić statek ku Anglii, nie pytałeś po co. Nie obchodziło cię to wcale, kogo będziesz przewoził, gdzie i co z tego wyniknie. Liczyła się myśl ,że znowu wrócisz na okręt.

Isaac ruszyłeś ku temu miastu mając nadzieję osiągnąć jakiś swoisty sukces. W siedlisku diabła przeprowadzić parę owieczek, a może całe miasto ku lepszemu? To by mógł zauważyć nawet Król Karol II. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Miasto było takie jakie o nim mówili. Sami najgorsi zbrodniarze, zabójcy i pal licho wie kto jeszcze. Czekałeś do poranka, dostać się jakoś na ten statek do Anglii to nie była łatwa sprawa. Jednak najpierw musiałeś przetrwać tutaj jeszcze jedną noc. Melina w jakiej siedziałeś przyprawiała cię o dreszcze, gdzie nie spojrzałeś czułeś na sobie czyjś wzrok. Tutaj najbrzydsza osoba jaką widziałeś na francuskich dworach wydawałaby się pięknością. Jednoocy starzy marynarze,kurwy, i wątpliwej reputacji grajkowie.
Najgorsze były tutaj posiłki. Na widok poszatkowanej ryby, i patrzącego się oka z talerza na ciebie robiło ci się nie dobrze.

Valdred chociaż była noc, kazali ci nosić wodę. Wodę, tobie! Bycie tutejszym duchownym nie było ci w smak, oj nie. To miasto działało ci na nerwy. Ale równocześnie je koiło. Bo wiadomych wydarzeniach wiedziałeś ,że lepszego miejsca by się ukryć znaleźć nie mogłeś. Pracowałeś teraz u Przeora Lesserete w tutejszym opactwie. Było ono wątpliwej treści, i specjalnie nikt na nie zwracał uwagi. Oddalone dwa kilometry od miasta. Oprócz ciebie kilku zakonników i przeora nie było tutaj nikogo. Gdy skończyłeś nosić wodę ze studni, jeden z przełożonych wyszedł ci na spotkanie i kazał ci ruszyć w stronę miasta. Dał ci do ręki dwie monety i powiedział.
masz znaleźć tutejszego rymarza, uprząż pękła gdy ten pachoł od Lessereta orał pole
Ruszyłeś w stronę miasta, droga zajęła ci dłuższą chwilę, ale patrząc na księżyc było jeszcze przed północą. Stoisz na drodze tuż przed miastem.

Wiatr smagał was oboje po twarzach. Wczesno wiosenna pora roku sprzyjała burzom i wichurom. Werter patrzył się na ciebie niezbyt inteligentnie, cały czas przytrzymując swój kapelusz przed porwaniem go przez wiatr. Po chwili dał za wygraną i go zdjął. Staliście na wzgórzu kilka kilometrów przed miastem. Było zimno, za zimno. Werter w końcu nie wytrzymał i spytał.
Sir ile tutaj będziemy jeszcze na tym wzgórzu? Zapowiada się na burzę, nie lepiej znaleźć jakiś nocleg w mieście? Myślę że panienka tego by sobie życzyła, abyśmy jednak utrzymali konie w zdrowiu
Miałeś przeczucie ,że ten kogo szukacie jest w tym mieście. Czułeś też aurę kogoś innego, nie była silna jednak domyślałeś się do kogo może należeć.

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Dzwonsson
[Usunięty]


0
Wysłany: 2009-02-23, 17:36   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Po posiłku, który daleki był od zacnego, udałem się do swej izby, niewielkiej, nawet bardzo... Zasiadłem na posłaniu, zwykłym ino sienniku i starając się zadbać o równą powierzchnię przystąpiłem do kontynuowania mego dziennika, myśli wszelkie i doświadczenia zawierającego. Podczas czynności tej taka mnie naszła dygresja, że Francja to mimo wszystko miejsce jednak podłe, bardziej nawet niż kiedym tu pierwy raz przybył... Lyon i lata spędzone tam z przyjacielem mym, myślicielem Chappuzeau teraz jeno wspaniałą marą się być wydają... Od tamtych dni wiele wiosen minęło, bynajmniej tak ja to postrzegam. Juże wtedy królestwo to, francuskim zwane sprawiało wrażenie nędznego... Ale tak czy owak, na takim końcu świata tom pierwszy raz się znalazł. Tubylcy to skazańczy element, moje ambicje na nic się tu zdadzą... Kogoż przeca w takiej norze, w takim rynsztoku, sprawy duchowe a filozoficzne rozmyślania się imać mają? Pilno mi wracać do Anglii, do kompana mego w myśli i czynie, który decyzje dziś wszelkie podejmuje, by znów tam luksusów życia doczesnego sobie zadać, by znów wielkim nazwiskiem się mienić, choć to wbrew przypisowi przez Jana Kalwina zinterpretowanemu...
Dzień cały szukałem okrętu właśnie w kierunku angielskich ziem odpływającego, z marnym jednak skutkiem... Jedno tyle dobrze, co mnie w okolicy wszyscy wartko rozpoznają i wiedzą oni, żem szukał, to i może mnie kto jutro sam zagdyba.

Ilość kości: Rodzaj kości :

Ostatnio zmieniony przez Dzwonsson 2009-02-23, 17:54, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Derriuz 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 15
Skąd: Lublin

0
Wysłany: 2009-02-23, 19:47   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

- ...gołymi rękami zatłukę, palce najpierw wszystkie powyłamuję, potem nadgarstki i stopy, potem łokcie i kolana, potem barki, biodra, a na samym końcu główkę ukręcę, tak! - warczałem pod nosem poirytowany i samotny na drodze przy mieścinie - Najpierw dorwę tego przeklętego pachoła, a potem Lesserete'a i, do diabła, policzę się z nimi! - po zakończeniu tej tyrady, która ciągnęła się już od samych murów opactwa uspokoiłem się już nieco i wchodząc do miasta, bawiłem się jedną z podarowanych mi przez przełożonego monet, przebierając nią między palcami. Co nie znaczy, że nie mamrotałem od czasu do czasu jakichś złorzeczeń pod adresem któregokolwiek z tych przeklętych katoli. Już dwa lata minęły! Dwa lata odkąd zbiegłem z Anglii i czas najwyższy już chyba wracać. Sprawy z pewnością ucichły. Już pewnie nie gadają. A może już wrócić? Odpłynąć znów ku brzegom kochanej Anglii, gdzie każdy chce komuś łeb uciąć, lecz sam się brzydzi dotknąć stali? O tak, genialny plan! Szczęście mi sprzyjało i niemal ucałowałem sam siebie z radości, że jak zwykle cały swój sprzęt przy sobie mam, kiedy wychodzę gdzieś dalej niż za potrzebą. Zamiast więc prosto do rymarza - udałem się raczej w poszukiwaniu statku. Tego jedynego statku, który mógł spełnić moje marzenie powrotu do ojczyzny i radosnego życia najemnika do zadań specjalnych.

_________________
War is my master, Death is my mistress.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Get Of Fenris 
Wędrowiec


Posty: 9
Skąd: Z Zaskoczenia

0
Wysłany: 2009-02-23, 20:45   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   Re: Wiosna

Foxy napisał/a:


Wiatr smagał was oboje po twarzach. Wczesno wiosenna pora roku sprzyjała burzom i wichurom. Werter patrzył się na ciebie niezbyt inteligentnie, cały czas przytrzymując swój kapelusz przed porwaniem go przez wiatr. Po chwili dał za wygraną i go zdjął. Staliście na wzgórzu kilka kilometrów przed miastem. Było zimno, za zimno. Werter w końcu nie wytrzymał i spytał.
Sir ile tutaj będziemy jeszcze na tym wzgórzu? Zapowiada się na burzę, nie lepiej znaleźć jakiś nocleg w mieście? Myślę że panienka tego by sobie życzyła, abyśmy jednak utrzymali konie w zdrowiu
Miałeś przeczucie ,że ten kogo szukacie jest w tym mieście. Czułeś też aurę kogoś innego, nie była silna jednak domyślałeś się do kogo może należeć.


*D'Averosa wpatrywał się w wiochę z nieskrywaną odrazą, choć każdy kto spoglądałby na niego z boku nie zauważyłby żadnej emocji na jego bladej twarzy. Stał wyprostowany, pocierając kolbę ogromnego i zapewne nieludzko ciężkiego muszkietu, jaki trzymał w ręce. Czarny, elegancki płasz miał nienagannie ułożony i zapięty tak, że nawet na silnym wietrze nie ruszął się na centymetr. Dziwnym trafem, nawet kapelusz nie ześlizgiwał się z głowy, choć wiało niemiłosiernie*
A tyś, młodziku, z cukru zrobiony że się tak wody boisz? Mnie to szkodzić bardziej powinno... *Roześmiał się radośnie i przetarł zaparowany monokl, a robił to tak beztrosko, jakby nic dookoła nie było w stanie przykuć jego uwagi*
Poza tym, dawno tak po prostu nie podziwiałem krajobrazu zwykłego, portowego miasteczka o wieczornej porze... Ahh... zawsze na takie widoki robie się głodny... A co do... hmm... *powstrzymywał się żeby nie ryknąć szyderczym smiechem, bo słowo które miał powiedzieć ciężko mu przez gardło przechodziło, a że młodzikiem jeszcze jego "towarzysz" był, to i go zrażać tak od razu nie powinien* ... Panienki, to myślę, że jeśliby jej na ogierach zależało, to i pod dostatkiem by ich miała!
*Tym razem ryknąśł śmiechem, a że nie mógł nic przez to powiedzieć, to skinął dłonią i powoli ruszył lekkim krokiem w dół zbocza, zarzucając swój pokaźnych rodzajów muszkiet na ramię i owracając nieznacznie głowę w tył*
A tak poza tematem rozmowy, o ile jakakolwiek się teraz odbyła, Werterze, mamy tu pracę, a praca niczym zając, może uciec i to dosyć szybko jeżeli się nie pośpieszymy. A wiesz chyba jak ja nie znoszę, gdy omija mnie cała zabawa, nieprawdaż?

Ostatnio zmieniony przez Get Of Fenris 2009-02-23, 21:30, w całości zmieniany 1 raz  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
GM 
Obywatel


Posty: 117
Skąd: ...

0
Wysłany: 2009-02-23, 22:40   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Angus opał wygodnie na krzesło. Był jednym z niewielu "przyjezdnych", który naprawdę pasował do tego lokalu. Stare, wymięte i brudne łachmany, odrażająca woń alkoholu i Bóg jeden wie czego jeszcze, szereg osuszonych kieliszków na ladzie przed nim. Nie przycinane od lat siwe włosy noszące jeszcze ślady ostatniego posiłku. Poprzecinana bliznami i ledwie dostrzegalnymi na ich tle zmarszczkami twarz w migotliwym świetle świecy zdawała się na pół upiorna na pół ludzka. Rozmowny, ba! gadatliwy mężczyzna od kilku godzin milczał, popijając wciąż ten sam kieliszek wódki. Był trzeźwy - jak rzadko. Zawiązany pod łokciem rękaw koszuli, sugerował brak znacznej części prawicy. Mętny wzrok mężczyzny wyrażał niepojętą radość, zalaną solidną dawką alkoholu. Nieoczekiwanie po nieogolonej twarzy spłynęła łza. Angus wyprostował się gwałtownie, przewrócił kieliszek wylewając resztkę trunku na blat i udał się do najętej izby. Uderzał jego skąpy wzrost i zbyt szczupła sylwetka, to wrażenie potęgował utykając lekko na prawą nogę.

_________________
I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Foxy 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 28
Skąd: Kraków

0
Wysłany: 2009-02-25, 01:20   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Isaac próbowałeś usnąć w swojej izbie. Jednak coś nie dawało ci spokoju. Ta noc, to z nią było coś nie tak. Powoli czułeś sen na powiekach, byłeś w półśnie. Leżąc na łóżku nagle usłyszałeś piorun który zerwał cie na równe nogi. Widok zza oknem był iście przerażający. Wichura się zmagała, wiatr doł niesamowicie. Było ciemno, księżyc przykrywały ciemne chmury. Czyżby zbierało się na deszcz? Nie padało jednak. Przed karczmą było pusto, widziałeś to z okna. Lecz nagle twoim oczom ukazało się coś dziwnego. Od strony portu szła dziwna postać. Ledwo ją dostrzegałeś, czarne łachmany które miała na sobie skutecznie utrudniały widzenie. Zmierzała nierównym krokiem w stronę, tego czego można było w tym mieście nazwać rynkiem. Trudno powiedzieć ,że był to miarowy krok, ruszała się jak pijana. Widziałeś jak przystanęła. Spojrzała się w stronę okna, przynajmniej tak wywnioskowałeś z ruchu kaptura. Jakby... jakby wiedziała ,że ją obserwujesz. Po tej chwili, padła na ziemie.

Angus, w izbie było przyjemnie ciepło. Wiatr za oknem kompletnie ci nie przeszkadzał. Przeciwnie przypominał ci wszystkie największe sztormy jakie przeżyłeś w życiu. Tak ... to była chwila na wspomnienia. Mieszek ze złotem , dawał ci pewną nadzieję. Przypomniał ci się obraz, ten blondyn którego minąłeś w drodze do izby. Wydawał ci się jakiś podejrzany. Nie pasował do tego miejsca, z pewnością nie pasował. W porównaniu z tutejszymi żebrakami wyglądał na bogato ubranego. Nienaganna twarz nie przyozdobiona żadną blizną. Taak... był podejrzany. Może ma chęć na twoje pieniądze? Czułeś jakby nadmiar alkoholu zwiększył twoją podejrzliwość. Ten jegomość, starałeś się skupić. Jest podobny do tego który dał ci pieniądze. Nie z wyglądu. Ale styl ubioru był podobny, może to jeden z nich?

Valdred, błąkałeś się po mieście powoli kierując się w stronę portu. Ta noc, i ten wiatr. Nie podobało ci się tu, na dodatek dookoła nie było żywej duszy. Wiatr się zmagał i to potęgowało twoje doznania. W tym mieście nawet w ciemną noc można było kogokolwiek spotkać. Nie było jednak nikogo. Coś było nie tak. Nie czułeś strachu, mało co cię mogło przestraszyć, ale zrobiło ci się nieswojo. Błoto po wcześniejszej burzy zaczynało powoli przyklejać ci się do butów. Nagle przed tobą pod koniec drogi kogoś zauważyłeś... Lub coś. Skryłeś się za murem jednej z uliczek. Przyjrzałeś się postaci na ile to było możliwe, a raczej dopatrywałeś się rys. Księżyc za chmurami sprawiał ,że nie było widać za wiele. Latarnie przez wiatr też były zgaszone. Postać można powiedzieć że snuła się wzdłuż ulicy. Jak pijana, jednak sposób jej chodzenia był zbyt równy i rytmiczny by mogła być pijana. Była ubrana w jakieś czarne łachmany ,które zlewały się z nocą. Gdy była bliżej przycupnąłeś instynktownie do ściany. Gdy cię mijała, nie zwróciła na ciebie uwagi. Ale to co usłyszałeś zmroziło ci krew w żyłach. Nucąc jakby z wiatrem postać mówiła.
Odwieczne pragnienie szaleńczego podążania... Za zapachem krwi... w stronę piekła. Odwieczne pragnienie pożądania, za zapachem krwi...

Odwróciłeś głowę teraz była ze 20 metrów przed tobą, ty nadal stałeś wtopiony w ścianę w uliczce. Miałeś stąd dobry widok. Postać nagle przystanęła. Widziałeś jakby gdzieś spoglądała. Po czym padła na ziemię.

Werter ciągnął za wami konie gdy schodziliście ze wzgórza. Szło wam to dosyć sprawnie, choć ziemia była jeszcze dosyć twarda po zimie.
Sir. Konie się płoszą. Coś jest chyba nie tak.
Wiatr zmagał się coraz bardziej. Nie padało jednak. Miasto skryte w mroku, powoli się do was przybliżało. Werter szedł za tobą dalej bez słowa. Choć widziałeś ,że bacznie się rozgląda. To w las, to w trawy obok was.
Nie słyszę zwierząt... Ten las przyprawi nas o kłopoty....
Werter miał racje nie było słychać zwierząt. Nie było nic w praktyce słychać prócz wiatru. Nagle twoje zmysły wzmogły się. Ci których szukacie są w mieście, z każdą chwilą gdy byliście bliżej byłeś tego coraz bardziej pewien. Druga aura za to była trochę niejasna, ale chyba tamci też są w mieście. Rozkazy od Einzbern trzymałeś w drugiej dłoni, Pozbyć się heretyków w zarodku w ich siedlisku. Brzmiał pierwszy, bardziej niż rozkaz przypominał jednak zlecenie. Drugi , Nie angażować się w tutejszy konflikt, co się tam wydarzy to nie nasza sprawa. Bez ofiar śmiertelnych, przynajmniej takich które można by rozpoznać i zauważyć. Unikajcie czyichkolwiek oczu, tym bardziej kontaktu z NIMI. Podpis był trochę już zamazany, efekt waszej podróży przez morze.

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Dzwonsson
[Usunięty]


0
Wysłany: 2009-02-25, 19:49   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Bardziej niż trup na środku wyludnionej ulicy przykuwała moją uwagę aura... Która w oczach pogarszała się z sekundy na sekundę. - Scheiße... - Zaklnąłem w grymasie. Pogoda jest przecież wielce istotnym jest aspektem podróży, zwłaszcza kiedy środkiem rzeczonej wyprawy ma być żegluga. Zacząłem intensywnie zastanawiać się czy aby sytuacja jakiejkolwiek zmianie ulegnie i zgodnie z moimi planami uda mi się wyruszyć do Anglii... Tak przebierając w swoich myślach naszedł mnie znowu uliczny nieboszczyk, złapałem w przypływie nastroju dziennik i notowałem spostrzeżenia odnośnie warunków, dziwnych przeczuć. Przez chwilę dłuższą skupiłem się na leżącej na bruku postaci. - Czy wspomnieć ją w tych zapiskach? - Zapytałem sam siebie... Chyba jednak tę kwestię przemilczę, wiele lat w środowisku owianym spiskiem, zemstą i zdradą było dla mnie swoistą lekcją, wykładem. - Lepiej nie poruszać niebezpiecznych kwestii, to zawsze niesie za sobą jakieś ryzyko... - Rzuciłem w eter. Pisałem dalej, dodawałem swoje przemyślenia, nadzieje, spostrzeżenia. Notatki, swoim zwyczajem, sporządzałem po niemiecku, kwestia przyzwyczajenia... A może i tak będzie bezpieczniej? Niewiele osób w tej zapomnianej przez Boga okolicy zna ten język, dziennik jeżeli nawet wpadnie w niepowołane ręce, będzie nieczytalną stertą makulatury. Siadłem na posłaniu modląc się o lepsze jutro.

2011-12-09, 01:24, użytkownik Anonymous wykonał(a) rzut 1k4. Wynik rzutu: 4.
2011-12-09, 01:24, użytkownik Anonymous wykonał(a) rzut 1k20. Wynik rzutu: 12.
2011-12-09, 21:57, użytkownik Anonymous wykonał(a) rzut 6k6. Wynik rzutu: 26.
Ilość kości: Rodzaj kości :

Ostatnio zmieniony przez Dzwonsson 2009-02-25, 20:24, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
GM 
Obywatel


Posty: 117
Skąd: ...

0
Wysłany: 2009-02-25, 20:06   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Wszedłszy do pokoju, Angus zdjął szybko ubranie i ułożył się na posłaniu. Zastanawiał się, czy bardziej podejrzane jest towarzystwo, które znał dobrze z podobnych spelun, czy ten przedziwny jegomość, nie zdający sobie chyba sprawy z tego, gdzie trafił. Na pewno sama obecność tego drugiego była zaskakująca, ale staruszek nie sądził, by jego obecność miała zwiastować jakieś nieprzyjemne wydarzenia. Ot - taki cudak, załatwiający swoje sprawy - właśnie JEGO sprawy. Szumiący wciąż w głowie alkohol utrudniał Angusowi te rozważania. Nadludzkim wysiłkiem woli zdołał jeszcze wstać i zamknąć drzwi do izby. Nie całkiem wiedział, dlaczego to robi. Nie miał przecież nic godnego uwagi - trochę ubrań, kilka drobiazgów o wartości raczej sentymentalnej i pękatą sakwę monet. Jutro i tak wszystko ulegnie gwałtownej dewaluacji. Z tą myślą mężczyzna położył się wreszcie spać, by nazajutrz zdążyć się odpowiednio przygotować do drogi.

_________________
I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Derriuz 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 15
Skąd: Lublin

0
Wysłany: 2009-02-25, 20:58   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Wstrzymałem oddech, gdy obca osoba przechodziła koło mnie. Trzymałem kurczowo za swoje sztylety do walki, gdy wysłuchiwałem nucenia postaci, by w razie ewentualności bronić się. Ostrożności nigdy za wiele w tak niepokojący dzień. Nie musiałem się jednak bronić, więc odetchnąłem z ulgą, gdy nieznajomy oddalił się. Gdy padł na dłuższą chwilę zamarłem w bezruchu. Powiodłem wzrokiem tam, gdzie spojrzał przed upadkiem nieznajomy, a następnie rozejrzałem się wokół za czymś, lub kimś kto mógł spowodować jego upadek. O ile nie dostrzegałem niebezpieczeństwa, o tyle ostrożnie i po cichu zbliżałem się do jegomościa mając nadzieję, że po prostu padł martwy. Albo, jeszcze lepiej, pijany. Jedną z dłoni wiodłem po ścianach, murach, czy czymkolwiek wzdłuż czego się poruszałem. Drugą natomiast trzymałem w pogotowiu pod płaszczem na rękojeści jednego z moich noży do rzucania. Cały czas rozglądałem się za czymś, co mogłoby mnie zaniepokoić.

_________________
War is my master, Death is my mistress.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Maua 
Wędrowiec


Posty: 12
Skąd: ze Stanowiska

0
Wysłany: 2009-02-25, 21:18   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Zwierząt w lesie nie było słychać po części i z jej winy. Alana, jak to niewyrośnięte młódki mają w zwyczaju, za nic miała rozkaz Raphaela (treść: nie rusz się stąd - kto by posłuchał?...) i po krótkim czasie wynudziła się na tyle, żeby stwierdzić, że musi go znaleźć.
Gdyby umiała czytać, to dobrałaby się do tych ciekawych ksiąg (muszą być ciekawe! Ciekawsze niż liczenie much). Ale nie umiała. Najwyraźniej musi go jeszcze trochę pomęczyć.

Pomińmy to, w jaki sposób trafiła do swojego opiekuna i tego tam, no, na W. Dość, że trafiła, płosząc przy okazji część fauny. I tak miała mnóstwo szczęścia, że to fauna nie przepłoszyła jej.
Rudowłose dziewczę stało przed nimi, kilkadziesiąt kroków niżej. Trudno było jej nie poznać, trzęsącej się w za dużym i za cienkim jednocześnie kubraku, pod który niby włożyła swetry, ale i tak marzła. Wiejący wiatr szarpał czerwone kosmyki i tylko kosmyki; nie dała się poruszyć połom ubrania, trzymając je kurczowo przy ciele dłońmi zaplątanymi w rękawy. Czekała na nich w miejscu, skulona, zziębnięta. Ale i tak lepsze to niż siedzenie na tyłku i nabijanie siniaków.
Ciemne oczy szukały wzroku Raphaela. Wolałaby z góry wiedzieć, jak wielką burę dostanie.

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Get Of Fenris 
Wędrowiec


Posty: 9
Skąd: Z Zaskoczenia

0
Wysłany: 2009-02-25, 21:20   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Foxy napisał/a:

Werter ciągnął za wami konie gdy schodziliście ze wzgórza. Szło wam to dosyć sprawnie, choć ziemia była jeszcze dosyć twarda po zimie.
Sir. Konie się płoszą. Coś jest chyba nie tak.
Wiatr zmagał się coraz bardziej. Nie padało jednak. Miasto skryte w mroku, powoli się do was przybliżało. Werter szedł za tobą dalej bez słowa. Choć widziałeś ,że bacznie się rozgląda. To w las, to w trawy obok was.
Nie słyszę zwierząt... Ten las przyprawi nas o kłopoty....
Werter miał racje nie było słychać zwierząt. Nie było nic w praktyce słychać prócz wiatru. Nagle twoje zmysły wzmogły się. Ci których szukacie są w mieście, z każdą chwilą gdy byliście bliżej byłeś tego coraz bardziej pewien. Druga aura za to była trochę niejasna, ale chyba tamci też są w mieście. Rozkazy od Einzbern trzymałeś w drugiej dłoni, Pozbyć się heretyków w zarodku w ich siedlisku. Brzmiał pierwszy, bardziej niż rozkaz przypominał jednak zlecenie. Drugi , Nie angażować się w tutejszy konflikt, co się tam wydarzy to nie nasza sprawa. Bez ofiar śmiertelnych, przynajmniej takich które można by rozpoznać i zauważyć. Unikajcie czyichkolwiek oczu, tym bardziej kontaktu z NIMI. Podpis był trochę już zamazany, efekt waszej podróży przez morze.


Gadasz młodziku i gadasz, jakbym oczu na głowie nie miał! Las, las, las jak jego mać las! W lesie są wilki, dzikie ptactwo, psie odchody, mordercy i bandyci, jak w każdym jednym lesie, na miłość boską! *Raphael spokręcił głową i wydał z siebie nieartkułowany dźwięk, który miał być podobny do westchnięcia, a potem zerknął na zwitek papieru, jaki ściskał w dłoni od dłuższego czasu. Zza płaszcza wyciągnął rżniętą w kości słoniowej fajkę, upchał ów papier do środka, zasypując gęstą suszą, jaką specjalnie zamówił przed podróżą z najnowszego transportu z kolonii, i iskrownicą odpalił* Pozbyć się heretyków, toć rozumiem, nie angażować się w konflikty...na miłość boską, a widzisz ty tu jaki? Oczu unikać, a com ja, na wszystkie demony z siedmiu piekieł, kameleon jaki, co to pod murem niewidzialny się stanie? No bogowie na niebiosach, czy żem ja do gada podobny? Bez ofiar śmiertelnych? Oż na święty krzyż, nie po to żem się przez morze na tej pływającej trumnie przeprawiał coby teraz trochę rozrywki nie zaznać, o nie!!! *Tu już głos podniósł, ale uciszył się, gdy zaciągnął się potężnie, niczym stary kapitan na pęłnym morzu* Tytoń najlepszy, liścmi cytryny zaprawiany, prawdziwie wybrorny... Spróbować żeś tego powinien. *Przerzucił muszkiet do ręki, spoglądając na port, gdzie stała Demeter i przynajmniej w teorii powinna gdzieś być Alana* Mała przechera, siedzieć miała grzecznie i czekać...ehh... *Tym razem bez cienia jadu i sarkazmu to powiedział, ale rozbawiony i z uśmiechem, bo na swoją małą podopieczną gniewać się nie potrafił.* Siedź dziecko, gdzie siedzisz, źle się będzie działo. *Rzucił głośniej, by dziewczynka go usłyszała i dalej obserwował wiochę* Ale nie podobało mu się to co widział. Nie, żeby mu to cokolwiek myśli mąciło. O nie, nic z tych rzeczy. Im bliżej był miasta, tym bardziej był zawiedziony. Całe starania poszły psom na mięso. Nie znajdzie tutaj rozrywki godnej jego osoby. Chociaż...
Postacie na rynku, szczególnie jedna, leżąca trupem na ziemi i druga, czajaca się w głębokich cieniach zwróciły jego uwagę. Nie będzie to rozrywka, ale z pewnością może być to zabawne. A że ścisłych rozkazów nie dostał, bo uleciały kilka sekund wcześniej z tytoniowym dymem...*
Wiesz, Werterze, tak sobię teraz myślę. Dusza myśliwego zawsze sobą zostanie, czyż nie? A w duszy jednak ja jestem myśliwym, a me kule nie będą wybrzydzać, gdy wpadną w hołoty tłum. Werter. Do pracy.
*Ostatnie zdanie wypowiedział jak dowódca, rozkazujący podwładnemu zołnierzowi, jednocześnie podnosząc swój muszkiet w jednej ręce, niczym pistolet najlżejszy, spokojnie wziął cel i z szerokim, drapieżnym uśmiechem nacisnął spust*

_________________
Ostatnio zmieniony przez Get Of Fenris 2009-02-25, 21:30, w całości zmieniany 1 raz  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Foxy 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 28
Skąd: Kraków

0
Wysłany: 2009-02-26, 01:04   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Alana powoli przekradałaś się przez las. Była wczesna wiosna więc zimno bardzo ci doskwierało. Dziwnym trafem nie czułaś strachu dopóki widziałaś dwie postaci schodzące ze wzniesienia. Wysoka postać wyróżniała się znacznie. Druga zaś wydawała się nie pozorna. Ale już wcześnie kilka razy zauważyłaś ,że pozory cie myliły. W tle usłyszałaś.
Siedź dziecko, gdzie siedzisz, źle się będzie działo...
Postacie powoli znikały w ciemności.

Z Werterem powoli zbliżaliście się do miasta. Było niezmiernie cicho, w takie noce chyba największe zbiry trzymają się w jakichś schronieniach. W taką noc wychodzi się chyba tylko po to by znaleźć nocleg... wiekuisty. Mijaliście kolejne budynki. Werter cały czas trzymał konie, wodził dłonią po oblepionych słomą murach na zimę. Błoto kleiło wam się niemiłosiernie do butów. Nie licząc rynku nie było tu żadnych wybrukowanych dróg. Wiatr powoli ucichał. Po przejściu jeszcze kilkunastu metrów zauważyliście to czego szukaliście. Dopalające się akurat latarnie rozświetlały akurat środek drogi gdzie powoli z ziemi wstawała postać w obszarpanych łachmanach. Werter momentalnie bezszelestnie przywiązał konie do pobliskiego popręgu słysząc twoje polecenie. Podniosłeś broń w górę i nacisnąłeś spust.
Niszczę bez końca, Demony oszczędzają mnie, szaleńczy niszczący strach
Huk wystrzału zderzył się akurat z uderzającym piorunem. Konie podskoczyły do góry, jednak nie było słychać ich rżenia w tym hałasie. Po chwili jednak ucichły, od małego były szkolone do takich sytuacji.
Werter ruszył niczym cień, w pobliskiej uliczce zauważyliście postać. Zrobił dwa kroki, zauważyłeś znajomy błysk, błysk śmierci. Postać chciała coś chyba krzyknąć, przebiegła kawałek w waszą stronę, Werter zaparł się mocno na nogach, kolejny błysk, i błysk. Nogi, Głowa i jedna z dłoni odpadły od ciała. Wyglądało to jakby sam tułów jeszcze siła rozpędu biegł i upadł niedaleko was. Dłoń z kawałkiem ramienia przeleciała i zawisła w powietrzu. Wpadła w błoto, a smużka krwi zachlapała ci buty.
Werter odwrócił się, zauważyliście dym i buchający z drugiej strony miasta płomień.
Więc oni jednak też tu są... Szepnął.

Valdred stałeś ukryty w cieniu, dotykając nerwowo jeden ze sztyletów w każdej chwili gotów do akcji. Był zimny w dotyku, tak jak podczas najważniejszych akcji w twoim życiu. Czułeś się jak ryba w wodzie, podczas takich sytuacji. Jednak coś było nie tak, byłeś zaniepokojony. Nie zdarzało ci się to. Czekanie co zrobi postać powoli robiło się nie znośne. Powoli poruszałeś się w stronę postaci. Aż była dwa może trzy metry od ciebie, pewnie nie żyje, błoto wydawało taki dźwięk ,że ktoś w takiej ciszy musiał cie usłyszeć. Udało ci się podkraść znakomicie, nawet gdyby wstała i próbowała cię zaatakować była i tak do ciebie zwrócona plecami. Nim by się odwróciła bez problemu rzuciłbyś nożem. Czułeś dreszcz podniecenia, dawno już nie byłeś w takiej sytuacji. Anglia... jawiła się jako raj utracony. Postać nagle przystanęła na jednym kolanie, po czym wstała. Byłeś już tuż obok więc wystarczył jeden ruch. Zmroziło cię jednak.
Niszczę bez końca, Demony oszczędzają mnie, szaleńczy niszczący strach
Usłyszałeś grzmot, oślepiony zasłoniłeś się dłońmi. To nie było tylko grzmot, było coś jeszcze.
Poczułeś że oblewa cię krew, i kawałki czegoś miękkiego. Nie wiedziałeś co się dzieje byłeś kompletnie zamroczony. Próbowałeś zrzucić to z siebie, całe dłonie, ubranie i twarz miałeś we krwi. Nie była to twoja krew nie czułeś bólu. Odzyskałeś wzrok i spojrzałeś przed siebie. Pod twoimi nogami leżało bezwładne ciało bez głowy. Nie widziałeś jeszcze czegoś takiego, chociaż byłeś zabójcą takiego bestialstwa nie doświadczyłeś. Zakręciło ci się w głowie, przeszedłeś kilka kroków i poczułeś jak cię mdli. Próbowałeś to zatrzymać, jednak oparty o pobliski kawałek słupa podtrzymujący domostwo zaczęło cię cofać.

Angus ostatnimi siłami wstałeś i zamknąłeś przed sobą drzwi. Padłeś zmęczony na łoże, chociaż trudno je było tak nazwać. Była to owinięta słoma białym materiałem. Nie przeszkadzało ci to kompletnie, i tak czułeś się lepiej, zazwyczaj spałeś w gorszych warunkach. Pokój wirował a ty jakby wraz z nim. Czyli wszystko było w porządku, to był kolejny etap twojego upojenia. Próbowałeś usnąć, jednak z otępienia wyrwał cię potężny huk. Huk, słyszałeś go wiele razy. Jakby ktoś strzelał z broni. Alkohol, przegrał z twoją adrenaliną. W takich sytuacjach byłeś zbyt doświadczony żeby poddawać się jego działaniu. Byłeś pewien to był odgłos wystrzału. Wyjrzałeś za okno, ostrożnie już bez śladów otępienia. Nie wierzyłeś w co widziałeś, to chyba kolejna mara senna. Na środku drogi,dosyć daleko od karczmy, leżała postać w smudze krwi, która rozlewała się po błocie. Obok niej stała podobnie chyba jak ona ubrana na czarno postać. Też cała we krwi. Chwiejnym krokiem przeszła kilka kroków. Znowu wszystko zawirowało. Padłeś opierając się o ścianę obok drzwi. Serce ci waliło, przegrałeś chyba jednak walkę z alkoholem. Nie mogłeś widzieć tego co widziałeś.

Isaac siedziałeś w wynajętej izbie, świeczka miarowo odmierzała czas. Pisałeś swoje spostrzeżenia w dzienniku. W rytm płomienia słowa płynęły, jakoś dobrze ci się dzisiaj pisało. Może to te nieprzyjazne warunki tutaj? Jedynie grzmoty wytrącały cię z rytmu. Wydawało ci się że brzmiały jakoś inaczej niż ten który usłyszałeś jak ostatnim razem spoglądałeś w okno. Ale to pewnie sprawka alkoholu. Teraz każdy grzmot brzmiał dla ciebie inaczej. Układałeś kartki w dzienniku, by dobrze się trzymały. Łapałeś się jednak na tym ,że co rusz przysypiałeś, odgłosy burzy za oknem cię tylko budziły. Aż w końcu to jakoś przycichło...
Obudził cię zapach, intensywny zapach. Musiałeś przysnąć nad dziennikiem, gdyż świeczka dopaliła się trochę i zgasła. Powoli przecierałeś senne oczy, jednak coś było nie tak. Czułeś dym.
W istocie to był dym! Widziałeś że unosi się już powoli w górze twojej izby. Otwarcie okna nie udało by się, było obite solidnym kawałkiem metalu. Chwyciłeś dziennik, otworzyłeś drzwi które wcześniej zamknąłeś, i wyszedłeś na zewnątrz na korytarz.
Momentalnie buchnął na ciebie płomień od dalszej strony izb. Upadłeś pod wpływem podmuchu na ziemię. Obijając się plecami o ścianę. Trzymając w jednej dłoni dziennik, podniosłeś oparty o ścianę głowę. Poczułeś na swojej skroni pistolet wycelowany w ciebie.
Widok był jak z opowieści o piekle. Dookoła buchały płomienie, nie dotknęły jeszcze schodów zejściowych na dół. Jednak boczne izby skąd buchnął na ciebie ogień musiały płonąć. Przed tobą stała postać, wyglądała upiornie w tej sytuacji. Czarny płaszcz powiewał przy chmarach pyłu, spod okrągłych okularów dostrzegłeś bezwiedne spojrzenie. Spod płaszcza, było widać czarną koszulę i krucyfiks, który opadał gdzieś do połowy klatki piersiowej. Postrzępione blond włosy nabierały dodatkowego wyrazu w
blasku płomieni. Postać nagle zapytała.
Czy masz w sobie wiarę?

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Dzwonsson
[Usunięty]


0
Wysłany: 2009-02-26, 18:34   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Sytuacja była tragiczna, z początku bałem się jedynie o utratę swoich zapisków, jednak klęcząc z lufą przy skroni zacząłem się gorączkowo zastanawiać nad czasem, który mi pozostał wyznaczonym będąc przez Boga... Zadano mi proste pytanie, jednak odpowiedź na nie wcale już taka banalna być nie mogła. Jeżeli jegomość jest wysłannikiem papieskim, inkwizytorem, a może nawet obrońcą wiary z powołania, to tak czy siak będzie katolickim mordercą, uciśnionym walczącym z wywrotowym elementem protestanckim, takim jak ja... Sekundy mijały... - Mam, przeca jestem skromnym sługą bożym. - Powiedziałem spokojnie, starałem się nie okazywać jakiegokolwiek strachu. Mój los jest w rękach istoty wyższej. - Vater unser im Himmel, geheiligt werde dein Name... - Zacząłem modlitwę w mych myślach... Po chwili już na głos, powoli i spokojnie patrząc w przestrzeń powtarzałem, tym razem w łacinie. - Pater noster, qui es in caelis, sanctificetur Nomen Tuum... - Teraz pozostało mi już tylko czekać na obrót wydarzeń.

Ilość kości: Rodzaj kości :

Ostatnio zmieniony przez Dzwonsson 2009-02-26, 18:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Derriuz 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 15
Skąd: Lublin

0
Wysłany: 2009-02-26, 19:21   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Wiedziałem, że kiedy tak mocno zbiera się na wymioty, to nie ma sensu się powstrzymywać. Chciałem to załatwić szybko i bezboleśnie. Rękami oparłem się o rzeczony kawałek słupa od jakiegoś budynku, nachyliłem się starając się nie ubrudzić zwymiotowałem tak szybko i soczyście, jak to było tylko możliwe. A mogłem nie jeść śniadania. Swoją drogą - co to u diabła miało być!? Kiedy mój żołądek uspokoił się nieco spojrzałem na bezgłowego trupa i starałem się przyzwyczaić do tego paskudnego widoku. Rozejrzałem się wokół w poszukiwaniu czegoś, co mogło to spowodować. Dłuższą chwilę siłowałem się sam z sobą, nim zdecydowałem się niepewnie, z paskudnym grymasem na twarzy, zbliżyć się do trupa, by sprawdzić co może mieć przy sobie wariat recytujący jakieś piekielne pieśni. Nigdy nie martwiłem się jakoś, że piekło, czy niebo mogą istnieć, ale czasem zwracałem się do Boga. Szczerze, kiedy nie był to przymus od strony duchownych. Teraz byłem bliski płomiennej, pięknej i rozbudowanej modlitwy. Może jednak piekło istnieje? Może to demon rozsadził mu czaszkę? Trza było sprawdzić.

_________________
War is my master, Death is my mistress.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
GM 
Obywatel


Posty: 117
Skąd: ...

0
Wysłany: 2009-02-26, 19:53   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Nic tak nie ułatwia myślenia, jak porządna dawka emocji wymieszana z gorzałką. Angus na przemian tracił i odzyskiwał trzeźwość umysłu, nie wiedząc co myśleć o dwóch gentlemanach za oknem. Widział już w swoim życiu wiele paskudnych przypadków od złamań szyjki kości udowej po trafienie z kilku-funtowego działa. W tym jednak było coś osobliwego. "Kropnąć" człowieka w taką pogodę można z byle powodu, ot chociażby spieszysz się do karczmy, a ktoś pyta Cię o zdrowie. Ale wytarzać się w jego krwi? - to już lekka przesada. Staruszek zaczynał się gubić czy ta sytuacja go przeraża, czy bawi. Wymacał ręką lejkowatą lufę wystającą z tobołka. Na szczęście był jeszcze dość trzeźwy, by zdać sobie sprawę, że jest pijany... Uznał, że obsługa garłacza w tym stanie go przerasta, więc wrócił do głównej sali zasięgnąć języka.
- Widzieliście?! - rzucił w pustkę, nie widząc jeszcze przyszłych rozmówców.

_________________
I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

[Pobierz temat]
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

statystyka

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template icewind created by Seraphe.
prorady.pl - porady w krzywym zwierciadle życia
Strona wygenerowana w 0,35 sekundy. Zapytań do SQL: 34