Tawerna Hrothgara  Strona Główna

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


[Pobierz temat]Poprzedni temat :: Następny temat
Wiosna
Autor Wiadomość
Get Of Fenris 
Wędrowiec


Posty: 9
Skąd: Z Zaskoczenia

0
Wysłany: 2009-03-02, 20:55   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

//Lis, twoją część o mnie i Alanie uznaje za niebyłą, a mówiłem ci osobiście czemu ale że nie kumasz... Kto i kiedy mówił ze się do portu wybieramy, ę?//

*Iluzja się udała, w każdym razie prawie tak dobrze jak miała, bo widać dziewczynka była zaciekawiona. Trudne to było, koncentrować się na wielu rzeczach naraz i mógłby wyglądać na zaspanego. D'Averosa westchnął, udając zrezygnowanie i podał Alanie słodkiego miętowca, śmiejąc się pod nosem. Nie chciał małej rozpuszczać, ale w końcu to dziecko było. Niech na razie ma co chce, sam na tym nie straci. Po tylu latach jednego czego mu nie brakowało to własnie cierpliwości*
No dobrze już dobrze, tylko mi się kiedyś nie połam! Nie przystoi młodej damie w bandażach chodzić! A mówiłem ci że nauczę cię jak będziemy do domu wracać, prawda? *jeszcze raz poczochrał małą po głowie i ani przez sekunde nie przejął się udawanym fochem, jaki dziewczynka mu zaserwowała* Chwilowo mam trochę pracy, no i na dodatek jakiegoś osobnika szemranego muszę do Ilii przyprowadzić, co nieszczególnie mi się podoba... Ale cóż, praca. Co powiesz na to, żebyśmy poszli tego osobnika poznać? Pośmiejemy się trochę, bo zabawny to młodzieniec.

(Gdzie indziej ale w tym samym czasie)

Czyli rozumiem żeś zwykły najęty nóż i nie warto na ciebie nawet tracić czasu, a od razu urwać ci twarz, skoro tak sądzisz. Szkoda, a szkoda. Bom myślał że z jakiego zabójcy, co to z łap królewskich się wywinął będę miał jakoś użytku więcej, a tu z tego co mówisz, toś równy tym obszarpańcom, o których twierdzisz że nie powinni nas tu zobaczyć. A i jeszcze jedno. *D'Averosa oblizał wargi, jakby w myślach wypił właśnie kielich najprzedniejszego wina, a sam ten gest wyglądał tak... dziwnie, że każdego kto patrzał na niego z bliska mogłyby przejść ciarki od samego widoku*
Młodzieńcze, zapewniam cię, że nawet udawać mej ofiary byś nie chciał i módl się do wszystkich demonów byś tak naprawdę nie doświadczył tego, czegoś właśnie sobie zażyczył.
*Spode łba spojrzał na nadchodzących marynarzy, ale postawą zdradzał, że nie miał zamiaru dać się takim obwiesiom ani zastraszyć, ani zdekoncentrować. Zdjął kapelusz, wpatrując się w tego, którego uważał za "herszta", tej bandy niemytych obszarpańców*
A wy czego tu chcieli? Wynocha mi stąd, hołoto niemyta i to natychmiast, bo mi sto demonów świadkiem że cierpliwości nie mam dziś za grosz, a szczególnie do takich jak wy.
*I nie miał. Wściekły nagle się zrobił, z resztą jak zwykle, gdy się zawodził na czymś, a szczególnie na jakims obiecującym zleceniu, które potem okazywało się niewarte splunięcią na ziemię. A obwiesiów miał na oku i wszystko wskazywało na to, że jeśli powiedzą jedno słowo za dużo, albo zdradzą nawet ukrywaną wrogość, to zdechną jeszcze szybciej niż to bezgłowe truchło na środku placu*

_________________
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
GM 
Obywatel


Posty: 117
Skąd: ...

0
Wysłany: 2009-03-02, 22:28   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

- Czarne Słońce bracie! Nawracasz nawróconych? - zagadnął szaleńca Angus - Matką nie jesteś i ojcem też nie będziesz! - wyrecytował, naśladując ton jegomościa, jednocześnie chwycił kufel lub butelkę z lady (czy też z braku wymienionych ograniczył się do kopniaka) i cisnął nią w krocze napastnika. Alkohol skutecznie tłumił strach, a adrenalina dodawała mu wigoru. Jeśli nadarzyłaby się jeszcze taka okazja Cumba chętnie rozbiłby coś o łeb kapłana (lub lepiej sam łeb), lecz ważniejszy w tej chwili okazał się zapach dymu. Mężczyzna popędził czym prędzej do swojego pokoju zabierając kilka drobiazgów, które miał ze sobą i popędził drogą wskazaną przez szynkarza, nie oglądając się na dalszy rozwój wypadków w karczmie. Po drodze pojękiwał coś o fanatyzmie i sekciarskim bełkocie.

_________________
I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Derriuz 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 15
Skąd: Lublin

0
Wysłany: 2009-03-05, 17:19   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Prychnął na obelgi, odruchowo przymrużając nieco oczy. Trzeba było przyznać, że czasem jego uparty charakter w nieodpowiednich chwilach mógł utrudniać mu przeżycie. Ale jego umiejętności zazwyczaj wystarczyły, bo wyjść z opałów cało.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś mi nie ubliżał - rzucił przyciszonym tonem, lecz zaraz kontynuował - Nie rzekłem nic podobnego. Co do wymykania się z rąk królewskich - czasem trzeba - wzruszył lekko ramionami. Postarał się wyprostować należycie mimo obolałych pleców. Przejechał dłońmi po płaszczu kilka razy, patrząc na niego z niesmakiem. Jeszcze tego wieczoru prał swoje ubranie! Po prostu pięknie. Powiódł wzrokiem za marynarzami, zaraz jednak wrócił wzrokiem do Raphaela.
- Jeśli mam coś zrobić, to chyba powinienem wiedzieć co - powiedział, a jako że nie lubił być do niczego zmuszany (póki nie stały za tym śliczne, błyszczące rzeczy) dodał jeszcze - I czy jest to transakcja jednostronna.

_________________
War is my master, Death is my mistress.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Dzwonsson
[Usunięty]


0
Wysłany: 2009-03-05, 19:46   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Starałem się w miarę trzeżwo ocenić sytuację... A nie wyglądało to najlepiej. W okolicy szalały pożary, chyba zaistaniała jakaś zorganizowana akcja, która całą tę dziurę pozbawioną boskiej opieki miała puścić z dymem. - Może to i dobrze? - Zapytałem sam siebie nie troszcąc się o odpowiedź na tak banalne pytanie. - Tylko czemu kocham mnie rzyć ma płonąć i do mnie pomiot piekelny ma ze swojej niszczycielskiej broni celować?! - Dodałem w przypływie złości. Zebrałem się w sobie i chwiejnym krokiem dreptałem w stronę portu licząc, że może w tym szaleństwie znajdzie się ktoś, kto bez chwili zwłoki wyruszy do Anglii...

Ilość kości: Rodzaj kości :

 
 
Foxy 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 28
Skąd: Kraków

0
Wysłany: 2009-03-05, 23:33   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Valdred , zerkałeś na marynarzy. Ci jednak chyba spłoszeni odpowiedzą twojego przeciwnika oddalili się. Wtedy też zauważyłeś ogień niedaleko stąd. Poczułeś ogromny ból w plecach gdy wstałeś, świat zaczął ci wirować więcej nie pamiętasz ...

Zaczynało się robić niebezpiecznie, ruszyliście z dziewczyną w stronę statku <patrz wyżej> Dziewczyna Znalazła się na statku.
Ty za to spoglądałeś na cała sytuację, gdy krzyknąłeś na marynarzy ci trochę chyba zdezorientowani tonem twojego głosu i tym ,że ktoś mógłby się do nich stawiać oddalili się , może to też miało związek z dymem który pojawił się niedaleko. Był coraz bliżej trzeba było się wycofać...

Nim się Angus spostrzegłeś postać rzuciła nożem, ty wykorzystałeś to kopiąc z całej siły przeciwnika. Ten zaskoczony lekko zgiął się od kopniaka. Wykorzystałeś to i dłonią chwyciłeś kufel który właściciel niedawno zaczął polerować i rozbiłeś go na jej głowie. Ta padła, nie wiesz czy zginęła nie obchodziło cię to miałeś co innego do roboty. Spojrzałeś w stronę właściciela, ten jednak nie miał tyle szczęścia co ty. Leżał z wbitym nożem. Pobiegłeś czym prędzej na górę zabrać swoje rzeczy, i wybiegłeś drzwiami które wskazał. Zbiegając ze schodów zauważyłeś też ,że na ulicy od głównej strony też musi się coś dziać. O ile dobrze zauważyłeś , stała tam jakaś postać z długim mieczem trzymanym dłonią na ramionach. Ruszyłeś w uliczkę...

- Tylko czemu kocham mnie rzyć ma płonąć i do mnie pomiot piekelny ma ze swojej niszczycielskiej broni celować?!
Isaac wrzasnąłeś, jednak odpowiedział ci tylko głuchy wiatr i odgłos palonego miasta. Nie zważając na trudy ruszyłeś w stronę portu. Na szczęście droga do portu była czysta, tutaj jeszcze nie podłożono ognia. Minąłeś jeszcze kilka rozczłonkowanych ciał, jedne bez głowy inne bez innych kończyn. Ktoś tutaj urządził niezłą rzeź, słyszałeś wrzaski, zagłuszane tylko odgłosem wystrzałów. W końcu znalazłeś się w porcie...
Rozejrzałeś się, kilka pomniejszych łodzi odpłynęło, było tutaj przeraźliwie pusto odgłosy wystrzałów były coraz bliżej. Gdy się odwróciłeś ogień także był przed tobą. Nie było czasu na myślenie. Zbiegłeś jeszcze w dół uliczki, stał tam jakiś niepozorny szkuner. Zauważyłeś przy nim postać, stała wyprostowana zdziwiona widocznie na twój widok. Miała na sobie niepozorny kapelusz i wyglądała jakby spodziewała się rzeczywiście kogoś innego. Wtedy coś w ciebie uderzyło, przytrzymałeś się dłonią pobliskiej ściany, był to chyba jakiś stary marynarz. Wtem usłyszałeś.
Jeżeli jeżeli życie wam miłe, wbiegajcie na ten podest!
Postać stojąca obok szkunera wrzeszczała , zbiegłeś razem z drugą postacią i wskoczyliście na podest...

Angus zbiegałeś w dół, było podejrzanie cicho. Widziałeś kilkoro ludzi biegających bez ładu i składu starali się chyba uciec z miasta uciekając poza jego granice. Aż w końcu stanął port. Skrót podany przez właściciela , niech mu pan da odpoczynek wiekuisty uratował ci życie. Zobaczyłeś przed sobą szkuner, wbiegłeś bliżej i uderzyłeś w jakąś postać. Ta prawie uderzyła o ścianę , co jak co ale krzepę chyba jeszcze w sobie miałeś. Choć sam się tego nie spodziewałeś. Zauważyłeś co się działo na głównej drodze, oprócz ognia i słyszalnych jęków nic tam nie widziałeś. Postać obok szkunera krzyknęła coś w staroangielskim, nie baczyłeś na to zbiegłeś w dół... za tobą biegłą ta druga postać którą przed chwilą rąbnąłeś...

Postać wskoczyła za wami, odcinając przy okazji ostatnią cumę. Nim odpłynęliście, zauważyliście jeszcze kogoś biegnącego, mężczyzna miał przewieszoną przez ramię jakąś postać. Szkuner szarpnął i powoli zaczynał się odbijać. Mężczyzna wbiegł na pomost, podskoczył i znalazł się tak jak wy na pokładzie w tym samym czasie podest spadł do morza.

Odbiliście w idealnym czasie, budynki portu zaczynały płonąć. Jeszcze kilka chwil i ogień doszedłby do zadokowanych statków. Wy byliście już dosyć daleko od portu, kilka pomniejszych łodzi zajęło się ogniem. Szkuner płynął miarowo, podziwialiście panoramę miasta. Takiego widoku nie zapomina się do końca życia. Łuna ognia, Luz Azul przed waszymi oczami stawało się historią... Postać w kapeluszu dowiązywała linę od żagla.Valdred ty powoli odzyskiwałeś przytomność oparty o burtę...

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Derriuz 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 15
Skąd: Lublin

0
Wysłany: 2009-03-06, 00:29   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Siedziałem chwilę z zamkniętymi oczami skupiając się na słuchu. Słyszałem... Szum wody? Odległe krzyki, ludzkie kroki. Po drewnie. Wystrzały, gdzieś hen daleko. Bujało... I to mocno. Otworzyłem powoli oczy, by przekonać się ku swemu zaskoczeniu, że znalazłem się na łodzi. Rozejrzałem się lekko jeszcze otępiony. Dostrzegłem swego napastnika. Czyżby on mnie tu przyniósł? Nagle, gdy wziąłem większy oddech aż zadrżałem silnie z bólu. Rozejrzałem się za lądem. Był dość niedaleko... I płonął. Zrobiłem wielkie oczy. Chciałem zapytać w pierwszej chwili gdzie jestem, potem jak się tu znalazł, potem czemu wszystko mnie tak boli, ale po krótkiej chwili zdałem sobie sprawę z faktu, jak głupie są te wszystkie pytania. Jedynym sensownym pytaniem wydało się proste:
- Kim jesteście...? - wymruczałem na tyle głośno, by można było mnie usłyszeć.

_________________
War is my master, Death is my mistress.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
GM 
Obywatel


Posty: 117
Skąd: ...

0
Wysłany: 2009-03-07, 16:42   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Mężczyzna zatrzymał się gwałtownie na pokładzie, rozglądając się dokładnie po okręcie. Zrobił kilka niepewnych kroków wzdłuż burty, pieszcząc ręką jej zwieńczenie. W światłach pożogi można było dostrzec łzy stojące w jego oczach. Wziął głęboki oddech i nostalgicznie patrząc na oddalający się ląd rzucił:
- Luz Carmesí byłoby bardziej trafną nazwą... - i uśmiechnął się szeroko, ocierając podartym rękawem zmęczoną twarz. Tylko nieprzyjemny zapach zdradzał teraz alkohol tańczący w żyłach marynarza - zachowywał się "trzeźwo" - poruszał się pewnie i mówił wyraźnie. Wyrwany z zadumy pytaniem nieznajomego odpowiedział wesoło, jakby zaistniałą sytuacja była czymś naturalnym i pożądanym:
- Angus Cumba, kapitan Królewskiej Marynarki Wojennej, dowódca Okrętu Jego Królewskiej Mości Bóbr, Okrętu Jego Królewskiej Mości Czarny Książę oraz kilku mniej znaczących łajb. - tu rozluźnił nieco formalną postawę, którą przyjął tytułując się stopniem - Dla przyjaciół McFillet. A z kim ja mam przyjemność młodzieńcze? - zagadnął pogodnym tonem, wyszczerzając pożółkłe zęby w szczerym uśmiechu. Rozejrzał się jeszcze raz za ewentualną załogą szkunera i innymi jednostkami w porcie.

_________________
I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Maua 
Wędrowiec


Posty: 12
Skąd: ze Stanowiska

0
Wysłany: 2009-03-07, 19:48   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

- Ale pięęęknie...
Mruknęła dziewczynka, stojąc przy burcie i patrząc na pożar. Ten drobny widok zupełnie oderwał ją od rzeczywistości, nie pozwolił zwrócić uwagi na fakt, że właśnie wylądowała na statku z bandą mężczyzn i nikim więcej. No, powiedzmy, że miała jeszcze Raphaela, ale to była jedna z tych sytuacji, przed którą ostrzegała ją matka. Efekt kilku lat trucia nie znikał w przeciągu kilku chwil.
Brązowe oczy śledziły rozprzestrzeniające się płomienie w jednym, wybranym miejscu. Potem przeskakiwały do następnego i następnego, za każdym razem tak, by nie widzieć ludzi za swoimi plecami. Ani odrobinki. Słuch jakby się jej wyłączył; docierały do niej tylko dźwięki trzaskającego drewna i wybuchającej mąki w którymś z magazynów. Nie miała prawa słyszeć tego aż tak dokładnie, a jednak słyszała.
Jej umysł chronił się przed tym, co działo się na pokładzie. Co się stanie. I co mogło.

Spękane usta poruszały się lekko, kiedy mamrotała coś do siebie pod nosem. Zbyt cicho i za szybko, by dało się zrozumieć. Sama nie nadążała.
Chciała przywołać anioła, bo z nim czuła się pewniej. Mogłaby mu opowiedzieć o tym, co widzi, o płomieniach jeszcze czerwieńszych niż jej włosy. Lub zrobić cokolwiek innego z repertuaru rzeczy, które się robi - z przyjacielem.
Nie pojawiał się.
Jak zwykle.

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Dzwonsson
[Usunięty]


0
Wysłany: 2009-03-08, 13:01   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Kiedy już nieco odetchnąłem zacząłem szukać na okręcie suchego kąta nie zwracając uwagi na przypadkowych towarzyszy podróży... Znajdując takowy zasiadłem i korzystając z łuny wytworzonej z pożaru płonącej mieściny jako ze źródła światła zacząłem notować w dzienniku stawiając równe rzędy liter. Czyniłem to odruchowo, w ostatnim czasie dziennik był mi jedynym kompanem, więc i jemu poświęcałem teraz najwięcej czasu... Czasami zastanawiało mnie czy kiedykolwiek będę w stanie wydać jakimkolwiek nakładem swoje przemyślenia... Postanowiłem już, iż kiedy pojawię się w Anglii, w bezpiecznym miejscu przechowam kopię zawierającą dotychczasowe zapiski... Takich odzwierciedleń nakażę sporządzić kilka, jedno wyślę gońcem do Niderlandów do mojego francuskiego mentora wciąż przesiadującego zapewne na dworze królewskim w Amsterdamie... Kolejne trafi z pewnością do Niemiec, do Kassel...

Ilość kości: Rodzaj kości :

 
 
Get Of Fenris 
Wędrowiec


Posty: 9
Skąd: Z Zaskoczenia

0
Wysłany: 2009-03-08, 17:46   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

*Powoli zaczynał mieć dosyć całej tej nieco zwariowanej a i nieco żałosnej sytuacji. Nie okazywał oznak zdenerwowania, ale niewiele mu brakowało, by urwać komuś głowę. Szczególnie gdy obce łachudry wlazły na JEGO okręt, bez zaproszenia, i na dodatek zachowywały się niczym u siebie w domu, niczym cholerni ignoranci. Gdyby nie obecność Alany, dawno wszyscy by spali na dnie zatoki, ale teraz nie miał zbytniej ochoty zabijać kogokolwiek. Przynajmniej na razie. Jednak był pewien wyjątek. Podszedł do Wertera zdecydowanym krokiem, i zanim podlotek zdołał zorientować się co się dzieje, D'Averosa zdzielił go w twarz, a tak mocno, że zeby z przodu mógł zbierać z podłogi. Uderzenie było tak silne, że pachołek poleciał kilka metrów do tyłu, uderzając o nadbudówkę.*
I ty nazywać się chcesz sukcesorem Waltera, pachołku? Tyś mi na okręt obcych sprowadził i wpuścił jak do swego domu, poleceń nie wykonujesz, co mówić do ciebie to puszczasz w powietrze... Jeśli przeżyjesz do końca podrózy to naprawdę będzie to sukces.
*Rzucił w leżącego muszkietem jak włócznią, a było to celowo zamierzone i miało boleć. BARDZO*
Ma sie błyszczeć, a jeśli zostanie choć plama prochu, to połamie ci ręce. Żagle stawiaj, na pokładzie mam się przejrzeć, kurs mi trzymać. A jęknij tylko a urwę ci język.
*Stanał obok Alany, okrywając małą płaszczem, a całkowicie ignorując hołote na pokładzie. Na razie. Widok płomieni uspokajał jego zszarpane nerwy. Przypominał sobie dawne, lepsze czasy gdy takie "zadania" jak to wyglądały całkiem inaczej*
Pięknie, prawda? Co powiesz byśmy namalowali obraz tego widoku? Całkiem sprawną rękę do tego kiedyś miałem, nieskromnie mówiąc... A potem możemy, tak jak chciałaś, zacząć uczyć cię czytać. Trochę bajek mam pod pokładem, com je wziął na wszelki wypadek.. *ośmiał się lekko pod nosem, ale za chwilę zmierzył hołotę na pokładzie niczym wilk, mierzący swe ofiary, a blask pożaru odbijał się od jego oczu niczym same ognie piekielne.*
Słuchać mnie, hałastro, bo nie zwykłem się powtarzać. Wleźliście na mój pokład, nieproszeni i niechciani, więc od was tylko zalezy czy ryby w okolicy przez dłuższy czas będą się pasły na waszym mięsie, czy też nie. Demeter, a po rosyjsku Dmitrij, to mój statek i macie się zachowywać wedle moich zasad albo wyskoczyć za burtę. Żeby było jasne. Nie schodzić pod pokład, słuchac wszelkich polecań tego tam łachmyty, który własnie zbiera zęby z pokładu, nie drażnić mej osoby oraz, i przede wszystkim, okazać nalezny szacunek tej oto małej damie, co wpatruje się teraz w urzekające widoki. A jeśli kto ma jakieś wątpliwości, to ten ubrany na czarno zbój może wam powiedzieć, z pierwszej ręki żem szybki do gniewu i nie zwykłem nikomu puszczać urazy . Pan, Kapitanie, powinien uważać szczególnie. Jeszczem nie odzyskał odszkodowania za stracony ładunek z pana krypy która poszła na dno. Jakby który pytał, nazywam się D'Averosa. I tyle wam wystarczy.

_________________
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Dzwonsson
[Usunięty]


0
Wysłany: 2009-03-08, 20:30   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Podniosłem nieco głowę przerywając sporządzanie zapisków... Nie przywykłem do słuchania rozkazów takich włóczykijów... Aczkolwiek wyboru nie mam żadnego, póki znajdujemy się na wodzie, jestem skazany na rozkazy tego człowieka... Jednak kiedy zejdziemy na ląd, sytuacja diametralnie się zmieni... Dość mam tych podróży, czas chociaż na kilka tygodnii odpocząć w zacisznych ścianach salonów... Na szczęście wciąż noszę zabezpieczone glejty upoważniające mnie do pewnych ruchów. W najbliższym porcie wydam w jakimkolwiek ośrodku władzy odpowiednie dyspozyje. Zwróciłem uwagę na młodą damę, którą wskazał rzeczony D'Averosa... Interesujące dziecko. Zakończyłem ostatecznie pracę nad dziennikiem i usiadłem w pobliżu dziewczynki.
- Witam szanowną panienkę, jak panienkę raczyli zwać? Cóż także tak młoda osóbka czyni w tym miejscu? - Zapytałem grzecznie, korzystając ze znajomości francuskiego i licząc, iż dziewczę także w tym języku zdolne jest się posługiwać.

Ilość kości: Rodzaj kości :

 
 
GM 
Obywatel


Posty: 117
Skąd: ...

0
Wysłany: 2009-03-08, 22:24   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Angus stał przed wysokim jegomościem i wysłuchiwał jego żenującej przemowy z uwagą i spokojem. Nie chciał prowokować mężczyzny zarówno ze względu na jego niewątpliwą przewagę wzrostu jak i wątpliwą poczytalność. Z tego samego powodu trzymał odpowiedni dystans, by w razie "ataku" mężczyzny dać dyla przez burtę. Gdy właściciel okrętu skończył wreszcie przemowę, powiedział z należytym dowódcy szacunkiem:
- Chyba zaszła jakaś pomyłka drogi panie. Nigdy nie posiadałem własnej jednostki i tym bardziej nie wiozłem pańskiego ładunku. Chyba że mówi pan o garstce hiszpańskich jeńców. - uśmiechnął się szeroko, jednocześnie zastanawiając się jakie konsekwencje mogłoby mieć ostatnie zdanie, gdyby rozmówca rzeczywiście był Hiszpanem.
Przez prawie pół wieku Angus nauczył się jednej zasady, której nigdy nie złamał: "Rozkaz jest rozkaz!", choć on sam wolał marynarskie zawołanie: "Na szycie jest Bóg, pod nim Jego Królewska Mość, a zaraz potem ten, kto najwięcej zapłaci!". Teraz znajdował się na jakiejś łupinie, z każdą chwilą przybliżając się do pogwałcenia tego świętego prawa. Wiedział, że to nie jest jego królestwo, że zdradza właśnie swojego niedoszłego mocodawcę, który opłacił kurs i obiecał podróż "prawdziwym" okrętem. Gdy tylko szkuner znalazł się w sprzyjającym miejscu, Cumba wyskoczył bez sentymentu z pokładu, zaciskając mocniej sznurek swojego tobołka. Popłynął - zaskakująco szybko jak na kalekę - w stronę portu w nadziei, że odnajdzie swojego zleceniodawcę.

_________________
I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Ostatnio zmieniony przez GM 2009-03-08, 22:25, w całości zmieniany 1 raz  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Derriuz 
Poszukiwacz Przygód


Posty: 15
Skąd: Lublin

0
Wysłany: 2009-03-08, 23:31   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Żałosny, pompatyczny człowieczek, ot co, cały D'AjżeProsa (o tak, siana mu dać, to się przymknie może), chędożony przez stado bawołów głupiec. Wydaje rozkazy, a godności mu brak, gestu mu brak, wyczucia mu brak, kultury mu brak i to ja nawet, zabójca, tak rzec mogę! Ha! Z pewnością by mnie już na tym pokładzie nie było, wpław bym do Anglii płynął, gdyby nie nieszczęsne żebra. Przeklęty głupiec, oby jego śmierć byłą bolesna i długa, o tak! Aspiruje na kogoś, na kogo nawet się nie nadaje! Cóż za głupiec z niego, jeśli sądzi że brutalnością wymusi lojalność i posłuszeństwo. A strach jest dobry czasem, a czasem trzeba komuś wyższość pokazać, lecz godność trzymać poza tym, miast agresją się wykazywać. Swoją drogą, agresja przecie jest pochodną od strachu, więc bardzo tchórzliwy musi być mój nowy pracodawca! Przeniosłem swoją uwagę, z tego przeklętego, w rzyć dźganego furiata, na radosnego staruszka, który zdawał się znacznie sympatyczniejszym partnerem do rozmów. No, może mój zawód do najbardziej szanowanych nie należał, ale kto powiedział, że zabójcy to wyrachowane chamy? A pogadać czasem można.
- Valdred, Anglik pragnący powrotu do ojczyzny, by tam wieść spokojne życie - odparłem zaraz mężczyźnie, no, może nie całkowicie spokojne, ale takie, jakie byłem w stanie prowadzić, jakiego mnie nauczono - Miło mi poznać pełnego wigoru mężczyznę w wieku mędrca - uśmiechnąłem się uprzejme, lecz gdy tylko łajbą lekko rzucił poczułem, jak burta mi na bok naciska i syknąłem cicho. No tak, jeszcze ten Dajcie-Mi-Prosa (bom durniejszy niż koń) chciał użytku ze mnie, a doprowadził mnie do stanu nieużywalności. Podciągnąłem się lekko i przez burtę wyjrzałem. Skoczyć nie ma sensu, dopłynąć nie dopłynę nigdzie o własnych siłach i z pewnością nie poobijany. Więc jestem uwięziony na statku z dzieckiem, zamkniętym w sobie pismakiem, radosnym staruszkiem, niezrównoważonym psychicznie furiatem i jego popychadłem. Cudnie! No, a ten staruszek jeszcze uwagę przestał zwracać na mnie i dyla dał z pokładu. To teraz nawet do kogo gęby otworzyć nie będzie!

_________________
War is my master, Death is my mistress.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Maua 
Wędrowiec


Posty: 12
Skąd: ze Stanowiska

0
Wysłany: 2009-03-10, 18:46   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Get Of Fenris napisał/a:
*Stanął obok Alany, okrywając małą płaszczem, a całkowicie ignorując hołotę na pokładzie. Na razie. Widok płomieni uspokajał jego zszarpane nerwy. Przypominał sobie dawne, lepsze czasy gdy takie "zadania" jak to wyglądały całkiem inaczej*
Pięknie, prawda? Co powiesz byśmy namalowali obraz tego widoku? Całkiem sprawną rękę do tego kiedyś miałem, nieskromnie mówiąc... A potem możemy, tak jak chciałaś, zacząć uczyć cię czytać. Trochę bajek mam pod pokładem, com je wziął na wszelki wypadek..

Uspokoiła się, czując na sobie dotyk opiekuna i jego płaszcza. Teraz, kiedy ją okrył, przypomniała sobie, że w zasadzie to zmarzła, tylko przestała zwracać na to uwagę w toku tak zwanych działań. Widok ognia 'ogrzewał' ją na odległość; gdyby nie troskliwość Raphaela, byłaby nieświadomie złapała jakieś paskudztwo i zeszła im tu na tej łodzi. Czasami dobrze mieć opiekuna.
Ale tylko czasami, jak szybko zastrzegła ta dojrzewająca do buntu część.
- Nie chcę bajek! Chcę się uczyć. Bajki już znam. Babcia mi dużo opowiadała, więc na pewno nie masz takiej, której nie słyszałam. Chcę coś nowego.
Burknęła dosyć głośno, jednocześnie wtulając się ufnie w jego bok. Bardzo konsekwentne i niestety równie bardzo typowe. Przynajmniej długo to nie potrwało, bo D'Averosa obrócił się, żeby okrzyczeć resztę.
- Dmitrij to inaczej Dima, prawda? Bardzo mi się podoba. Dima. Jest urocze.
Dodała, wcinając mu się w pół zdania. Tyle dobrego, że ciszej, więc mógł perorować dalej. I tak nie słuchała, wyłapując tylko co ciekawsze jej zdaniem kawałki.
Dzwonsson napisał/a:
Zwróciłem uwagę na młodą damę, którą wskazał rzeczony D'Averosa... Interesujące dziecko. Zakończyłem ostatecznie pracę nad dziennikiem i usiadłem w pobliżu dziewczynki.
- Witam szanowną panienkę, jak panienkę raczyli zwać? Cóż także tak młoda osóbka czyni w tym miejscu? - Zapytałem grzecznie, korzystając ze znajomości francuskiego i licząc, iż dziewczę także w tym języku zdolne jest się posługiwać.

A ledwo skończył, znalazł się inny rozmówca. Szkoda tylko, że po ludzku nie mówił, tylko w tym, no, żabim... Francuskim znaczy. Umiała go rozpoznać i powiedzieć, że nie zna języka. Nic więcej.
- Żeneparlepadufrąse.
Oznajmiła. Gdyby się postarał, to by pewnie zrozumiał, ale wymagało to sporej dawki dobrej woli i ucha przyzwyczajonego do angielskiego akcentu zniekształcającego część wyrazów. Resztę dodała już w rodzimym języku, znaczy po angielsku.
- Przepraszam. Nikt mnie nigdy nie uczył.
Już pomijając to, że się jej ten język zwyczajnie nie podobał. (Jakiś taki niedorobiony. Jak wszystko u żabojadów.) Ale nauczyć by się mogła, co jej szkodzi, a przydać się przyda - takich sytuacji jak ta będzie pewno więcej.

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Dzwonsson
[Usunięty]


0
Wysłany: 2009-03-10, 19:49   [Pobierz post]   [Pobierz temat]   

Uśmiechnąłem się dziewczynki zdając sobie sprawę, że żadna z niej młoda dama czy arystokratka... Nie wygląda na egzemplarz kształcony w łacinie, a francuskiego także znać nie zna... Fakt, nie wszyscy wychowali się na jakimkolwiek dworze, przywykłem już do kontaktów z tłumem, który przez swoją prostotę mnie pociągał i stał się obiektem moim badań socjologicznych. - Ależ to żaden kłopot, panienko, nie wszyscy przecież są zmuszeni władać mową teologów Altisiodorensisa i Almaricusa, zwłaszcza, jeżeli mówimy o dzieciach korony angielskiej... Na tym pokładzie zwą mnie Isaac'iem Dijkstra. - Przedstawiłem się z ukłonem tocząc swą wypowiedź w języku Anglosasów. - Skromny sługa boży, miłośnik filozofii i socjologii. - Dodałem.

Ilość kości: Rodzaj kości :

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

[Pobierz temat]
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

statystyka

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template icewind created by Seraphe.
prorady.pl - porady w krzywym zwierciadle życia
Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 32