Wielki, zły i brzydki Jacques de Aldersberg z Wiedźmina.
Albo ta paskuda: Tavion z Jedi Outcast.
O Maris z The Force Unleashed nie wspomnę.
A co do ubrania Irenicusa, to jest jak najbardziej w porządku. Dlaczego niby czarodziej ma być odziany w sukienkę? To właśnie ciuszki typu Gandalf są śmieszne. No i z jakiego powodu miałby być cherlawym starcem?
_________________ I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Aaaale brzydale!
No jak tak można bez uprzedzenia paskudną gębą Jakuba ludzi straszyć?!
Albo jakimiś półgołymi anorektyczkami!
Koszmarów można się nabawić, albo i niestrawności.
A tak bardziej serio, pewnie, że nieco przesadziłam. Ale standardowy boss jest właśnie taki- wielki, brzydki i jeszcze dodam, że wygadany nad wyraz, a to co mówi to różne wersje tekstu:
"TY nędzny robaku, wnet cię tu po podłodze rozsmaruję, a wtedy zdobędę władzę nad światem/ galaktyką/ kosmosem i okolicami....buahahaaa!"
Cytat:
A co do ubrania Irenicusa, to jest jak najbardziej w porządku. Dlaczego niby czarodziej ma być odziany w sukienkę?
Bo taka moda wśród czarodziejów panuje. A Irenicus gdyby wyszedł z lochu z tą swoją maseczką i w dziwnym stroju pewnie wywołałby zbiegowisko.
Cytat:
No i z jakiego powodu miałby być cherlawym starcem?
A widział ktoś intelektualistę- pakera? Wszyscy magowie przyłączalni mają siłę co najwyżej przeciętną, a przeważnie sporo poniżej przeciętnej. Tylko wypadek w laboratorium może wytłumaczyć wzrost i wygląd Irenicusa.
A widział ktoś intelektualistę- pakera? Wszyscy magowie przyłączalni mają siłę co najwyżej przeciętną, a przeważnie sporo poniżej przeciętnej. Tylko wypadek w laboratorium może wytłumaczyć wzrost i wygląd Irenicusa.
Byzydura. Wytłumaczeń może być wiele: magiczne wspomaganie, siłka jako hobby (na litość boską, nie można przecież cały dzień torturować półbogów), a wzrost wyjaśnić można... a co tu właściwie jest do wyjaśniania? Czepiasz się na siłę.
Simi napisał/a:
Bo taka moda wśród czarodziejów panuje. A Irenicus gdyby wyszedł z lochu z tą swoją maseczką i w dziwnym stroju pewnie wywołałby zbiegowisko.
No i? Irek siedzi w lochach i innych laboratoriach, to i nie musi dbać o wygląd.
a wzrost wyjaśnić można... a co tu właściwie jest do wyjaśniania? Czepiasz się na siłę.
Pewnie, że czepiam się na siłę. Przecież nie traktuję tego tematu poważnie.
A co do wzrostu to już pisałam- czemu Irenicus nie wygląda jak elf?
Urósł jak go wyklęli?
Mnie się wydaje, że to raczej chodzi o to, że bohaterowi nie wypada bić jakiegoś cherlawego pokurcza. Trudno sobie wyobrazić gnoma jako głównego bossa...(no chyba, że gnom zamieniłby się np. w smoka w finałowej walce).
Pewnie, że czepiam się na siłę. Przecież nie traktuję tego tematu poważnie.
A co do wzrostu to już pisałam- czemu Irenicus nie wygląda jak elf?
Urósł jak go wyklęli?
a jedynie sami bogowie wiedza co sie dzieje z elfem jak pozbawi sie go jego 'niesmiertelnosci' . a moze po prostu irek byl dotkniety jakims 'defektem genetycznym'?
ja bym sie bardziej czepial glownej pani boss w ToB. ta to dopiero wyrosnieta
A widział ktoś intelektualistę- pakera? Wszyscy magowie przyłączalni mają siłę co najwyżej przeciętną, a przeważnie sporo poniżej przeciętnej. Tylko wypadek w laboratorium może wytłumaczyć wzrost i wygląd Irenicusa.
Cytat:
A co do wzrostu to już pisałam- czemu Irenicus nie wygląda jak elf?
Urósł jak go wyklęli?
Bo już nie jest elfem. Przecież pozbawiono go "elfowatości" i zamieniono w człowieka.
marsal2 napisał/a:
ja bym sie bardziej czepial glownej pani boss w ToB. ta to dopiero wyrosnieta
I jakim prawem jakiś nędzny człowiek zaczął przejmować spuściznę Bhaala?
_________________ Będę zdziwiony, kiedy przestanę się dziwić.
Ostatnio zmieniony przez Saiya-jin 2009-05-25, 13:24, w całości zmieniany 1 raz
Oj tam. Nie przesadzajcie tak z tą wielkością (dlaczego nikt jeszcze nie wymienił jakiegoś God of Wara?). Śmieszniejsze jest w ogóle istnienie takiego bossa. A jeszcze bardziej konieczność obicia mu mordy. Na palcach jednej ręki można policzyć tytuły, w których można uniknąć finałowej walki (bo takich bez naj- przeciwnika, to chyba nie ma).
_________________ I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Na palcach jednej ręki można policzyć tytuły, w których można uniknąć finałowej walki (bo takich bez naj- przeciwnika, to chyba nie ma).
Na przykład Planescape: Torment gdzie bez problemów można uniknąć walki, "pogodzić się" z wrogiem czy po prostu zagrozić mu w odpowiedni sposób albo jego albo swoją śmiercią . Poza tym i przeciwnik za duży nie jest. To się nazywa gra!
Eee... Wiekuisty jest akurat wielgachny. Poza tym *jest*. Jeśli mnie pamięć nie myli, ciekawe rozwiązanie proponował Two Worlds - otóż do naj-przeciwnika można było się dołączyć. Ale to nie wystarczyło, żeby ten tytuł stał się jakimkolwiek przykładem.
_________________ I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
No, konieczność obicia głównego mnie akurat nie przeszkadza. Nie po to ścigam paskudę przez ileś tam światów, żeby ją co niby?
Aresztować?
Przyłączyć się?
Żadna satysfakcja.
I tu pojawia sę wątek zakończenia gier, a końcówki jakie są każdy widzi. Trudno o taką, która by się naprawdę podobała.
Najgorsze zakończenia to:
1. Zabijamy bossa i co? I nic! Zero podsumowania.
2. Zabijamy bossa, wszystko się pali i wali. I co? I nic! Jak wyżej.
3. Zabijamy bossa, wszystko się pali i wali. Bohater wyczołguje się spod gruzów. No przynajmniej wiadomo, że nie zginął.
Dobre zakończenia są np. w Baldursie, Jade Empire i najlepsze (bardzo filmowe) w Mass Efekcie. Przynajmniej mamy satysfakcję, że nasze wysiłki coś dały.
Znów uratowaliśmy świat! Łzy wzruszenia...
Ta... Ale czy wszystkie gry muszą ograniczać się do ścigania paskudy przez ileś tam światów? Poza tym jeden raz mogłoby się okazać, że bohater po prostu nie daje rady, że to paskuda go zwycięża. Albo przynajmniej main hero mógłby kierować się innymi motywami niż ratowanie świata lub dziewic z opresji. Dlaczego nie będzie się prał np. dla kasy albo zaspokojenia własnego ego? Były gry, które ten koncept odwracały tj. bohater był tym złym, ale też nie pozostawiały żadnego wyboru i kończyły się sztampowo.
Spoiler!!!
W Mass Effect'ie, Shepard właśnie wyczołguje się spod gruzów. A później grozi palcem żniwiarzom, żeby zapowiedzieć dodatek i/lub drugą część.
Baldur I miał moim zdaniem świetne, zaskakujące zakończenie (dla przypomnienia), ale to z kontynuacji... - żenada.
"Porywające" zakończenia miały CoD 4, Vice City i Mafia, a nawet ciekawe - głupiutkie Diablo I. A co do satysfakcji, to polecam Ci Arcanum. Tam po właściwym outrze przewijają się karty, które są podsumowaniem Twojej gry. Można np. doprowadzić pewne królestwo do upadku.
_________________ I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Ta... Ale czy wszystkie gry muszą ograniczać się do ścigania paskudy przez ileś tam światów?
Wiesz są takie gry, które się nie ograniczają, nazywają się przygodówki.
GM napisał/a:
Dlaczego nie będzie się prał np. dla kasy albo zaspokojenia własnego ego?
A wiedźmin? No tak, on niby walczy dla kasy, ale i tak mu ratowanie świata wychodzi.
Ze znanych mi gier to jeszcze tylko był taki bohater w Bards Tale. Ale to jednak parodia RPG była.
GM napisał/a:
W Mass Effect'ie, Shepard właśnie wyczołguje się spod gruzów.
Ale jak to jest ładnie zrobione!
GM napisał/a:
A co do satysfakcji, to polecam Ci Arcanum.
Faktycznie, nie grałam, może wyjdzie kiedyś w taniej serii.
Wiesz są takie gry, które się nie ograniczają, nazywają się przygodówki.
Tudzież The Sims.
Simi napisał/a:
Ze znanych mi gier to jeszcze tylko był taki bohater w Bards Tale. Ale to jednak parodia RPG była.
To fakt, te trudne wybory głównego bohatera. Niestety nigdy nie było mi dane zagrać w Bard's Tale, ale na pewno kiedyś to zrobię.
Wiedźmin, gdyby walczył dla kasy byłby OK, ale nim oczywiście kierują wyższe pobudki (zemsta za Leo, odszukanie mutagenów i ostatecznie ratowanie świata, do tego jeszcze można dodać względy ideologiczne tj. opowiedzenie się po stronie elfów lub ludzi).
Shepard faktycznie efektownie powstaje z popiołów, ale gadka po tym zdarzeniu (o polowaniu na Żniwiarzy i ratowaniu galaktyki) psuje ten efekt. Jeszcze całe pół roku do ME II, ech.
Przypomniał mi się jeszcze jeden bohater (do którego pewnie nawiązywałaś) - Bezimienny z Gothica. To w większej mierze zasługa dubbingu - nie fabuły, ale jego podejście do ratowania świata wielokrotnie powala na kolana. Wiele dialogów jest naprawdę fenomenalnych (ale trzeba je usłyszeć!), a mina bohatera po naładowaniu Uriziela - bezcenna.
_________________ I am the Master of Puppets! Who do you think the Puppets are?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum