Wow! Zczitowałem w czwartej misji Imperialów w Winter Assault Po ponad 10 próbach na hardzie i jednej na normal. Transporter ludzi mi ciągle schodził; ciągłe przełączanie pomiędzy rasami, jakie twórcy zafundowali nam w tej misji, to jakieś nieporozumienie; jakby nie można było przydzielić kontroli nad obiema. Nie lubię misji w stylu; ratuj nas mistrzu bo tam są duże złe, ale i tak na ciebie nie poczekamy, bo ktoś ustawił nam skrypta, że mamy ruszać, bo inaczej przejdziesz tę misję z palcem w dupie, a tak męcz się. Zczitowałem, bo lubię siebie i cenię swój czas. Btw też mieliście trudności w tej misji, czy ja już się starzeję po prostu???
I można też śmiało powiedzieć, że DoW wypełnił skutecznie lukę między SC a SC2, która wytworzyła się przez te wszystkie lata...
Oczywiście nie mogę się zgodzić DoW to rts całkowicie innego typu – trochę ukłon w stronę Warhammer – Shadow of the Hornet Rat i następcy: Whm: Dark Omen, trochę w stronę Whm: 40000 Final Liberation. Nie widzę tu luki, mości Dzwonssonie. Nie wyobrażam też sobie przesiadki z DoWa na SC2, bo to dla mnie dwie różne gry (oczywiście zakładam, że SC2 będzie mechaniką przypominał inne rtsy Blizzarda – w sumie chyba można już teraz stwierdzić, że mechanika będzie co do joty taka sama). Już się na ten temat wywnętrzałem więc krótko: Nie odpowiada mi już system rozgrywki z rtsów firmy Blizzard, uważam że jest wsteczny, męczący i irytujący (sprawdza się wszelako w serii C&C, no ale tam jest wygodny pasek produkcji, jednostki nie czarują i nie ma ograniczeń co do ich zaznaczania).
W sumie nawet SC nie dał mi takiej frajdy jak DoW (chodzi o to wyjątkowe uczucie towarzyszące graniu w pewne tytuły). Naprawdę już od dawna żadna gra nie sprawiła mi takiej radochy. W WC3 przy większym starciu (czyli te „aż” 20 jednostek) nic nie było widać. DoW jest przejrzysty mimo że przy każdej większej jatce („trochę” więcej niż 20 jednostek) na ekranie wybucha tęcza. Rację ma Dzwon, że to wygląda jak wojna – odrealniona i nie z tego świata, ale wojna. Gdy pruje się do przodu plutonem Predatorów czuć power i aż chce się puścić jakiś ostry kawałek, co by rozwałka lepiej smakowała. Co do mechaniki, systemu squadów, uzupełniania strat i itd - dla mnie bomba, oby więcej rtsów wykorzystywało ten system. No i odzywki ludków wymiatają.To po prostu gra w stylu paladyna-macho i tyle. "Beware the alien, the mutant, the heretic."
Nie przechodzą. Klasy są takie same, ale jedna zmiana Imoen jest dwuklasowcem - złodziej/mag - cokolwiek byś z nią nie zrobił będzie dwuklasowcem. Co do cech konkretnie to nigdy w sumie zbytnio się nie wpatrywałem. Generalnie nic nie przechodzi - gra narzuca ci takie a nie inne postacie na początku, a na takim, a nie innym poziomie, w takim a nie innym stanie. To, co zrobisz z tymi postaciami w BG1 nie ma znaczenia - tak, możesz nawet zatłuc na śmierć
Ano, stary konsolowiec na emeryturze się kłania. Zaczęło się od takiego czarnego pudła z pakietem stu iluś gier - jeszcze to gdzieś mam w szafie. Później był Pegasus - Contra przechodzona na zmianę z kumplami 20 razy dziennie - pierwszy poważny mulitplayer i pierwsze głupie pomysły (hej, przejdźmy to na jednym życiu). Potem PSX, szare, brzydkie pudło (to, co ludzie robili, by uruchomić wadliwe i przegrzewające się modele to wątek do filmu: trzymali szaraki w lodówce, stawiali na boku, do góry nogami, kazali trzymać bratu, ustawiali przy wiatraczku, napieprzali młotkiem itd. No ale szare brzydkie pudło miało wielką zaletę - 2 pady i fajne gry do multi btw jestem mistrzem w w Vigilante 8. Potem doszedł pecet i konsolkę spieniężyłem. Miałem jeszcze epizod z Xboxem - mój kumpel go sobie sprawił więc graliśmy w Halo i Halo 2 w coopie. I tyle. Od wielu lat wystarcza mi pecet, tym bardziej, że nie uprawiam grania outdoor. Jeśli już kupować konsolę to pod kątem multi ze znajomkami (przyda się dobry, duży telewizor). Innego powodu nie widzę.
Tak na marginesie: konsolowcy są traktowani przez branżę bardzo hm, dziwnie - każda
gra skonwertowana z PC, na konsoli ma niższy poziom trudności. Katastrofa, tym bardziej, że mam wrażenie, iż poziom trudności gier na PC w ogóle drastycznie spada. No tak, lepiej nie przemęczać klienta, bo nie kupi sequela
Albatros > jeśli terranie mają w SC2 atomówkę i wyspy z wieżyczkami są chociaż w połowie w zasięgu jej pola rażenia to można zrzucić, tylko trzeba wyczuć jak. ja tak robiłem w SC1. Może są też w pobliżu jakieś malutkie wysepki na których zmieści się ghost?
marsal2 > napisałem, że nie mogę się doczekać kampanii SC 2, nie podoba się? powiedzmy, że jestem krytyczny i strasznie wymagający, a także weryfikuję zapowiedzi i obietnice z efektem końcowym.
starcraft był świetnie zbalansowany, to prawda, wszystkie rts są dynamiczne - prawda, choć nie wszystkie wymagają ciągłego nawalania po klaiwszach, więc można chyba jakoś usprawnić ich mechanikę? poruszanie się jednostek po mapie to bolączka wielu rtsów; czemu twórcy gier nie mogą czegoś z tym zrobić? reagować trzeba faktycznie na wszystko; no ale nic dziwnego skoro jedyne programowalne zachowania jednostek to patrol i hold position. dla mnie nacisk na aspekt zręcznościowy jest po prostu zbyt duży; nie chodzi o rewolucję, lecz o postęp, którego od wielu lat nie widzę. ja mam po prostu dość tego klikania, prowadzenia każdego archona, czy ultraliska za rączkę, żeby czasem gdzieś nie utknął, shiftowania scv jednostek do naprawy, składania siege tanka, gdy jest atakowany z bliska, grzania ghostami z lockdown w szaleńczym tempie itd. generalnie kontrolowania wielu aspektów, gry których w sumie nie musiałbym kontrolować, gdyby ktoś dał mi taką możliwość.
Nikt mnie nie bił, a Blizzard mnie ani ziębi ani mrozi; nie będę jednak ślinił się i onanizował nad każdym kolejnym screenem, filmem z gameplayem itd. Nie będę też histeryzował, bo przesuną premierę i nie polecę do sklepu zaraz po otwarciu, żeby nabyć SC2 jako pierwszy. Techniki marketingowe Blizzarda są godne podziwu, ale ja mam lepsze rzeczy do roboty niż ganianie za marchewką na kiju. Tym bardziej nie będę tego robił dla klona pierwszej części gry.
Biografia? Proszę bardzo, grałem we wszystkie RTS-y Blizzarda od WC I, grałem w oba "Diable". Wszystkie te gry zaliczyłem multi, ale z RTSów na laderze tylko WC III i w sumie bez większych ambicji - wolę z kumplami przy browarku po lokalnej. Czy jestem cienki? Jestem. Dlaczego? Bo nie chcę być lepszy. Nie musisz mi robić wykładu z taktyki terran (jak chcesz możemy się nawet zmierzyć, ale musiałbym najpierw potrenować, bo w SCI nie grałem z półtora roku).
Tuth napisał/a:
Wybacz, ale jakby High Templar miał autocast na psionic storm, to by nic nie mogło do niego podejść. Podobnie Reaver, 125 obrażeń obszarowych bez limitu scarabów.
I właśnie o to chodzi. To ma być balansowanie gry? Jak jednostka jest za mocna to niech gracz prowadzi ją niczym bezwolną kukłę, bo inaczej ta jednostka wszystko zmiecie? Przypadkiem trafiłeś w sedno: balansowanie gry kompulsywnym zmuszaniem do klikania. Lenistwo twórców, czy niemoc? Już sobie wyobrażam zaawansowaną technicznie rasę w stylu protosów, która stwierdza, aaa to niech se dowódca każe robotowi produkować ręcznie amunicje. (no ale logika w światach Blizzarda wywodzi się rodem z LSD party).
Tuth napisał/a:
Nie wiem co jest ciekawego w siedzeniu zabunkrowanym w bazie, do której nie da się przebić, albo tylko oglądaniu bitwy nie mając na nią wpływu.
Niektórych to kręci, ale o sensownej obronie pozycyjnej w multi SC1 nie ma mowy.
RTSy Blizzarda są wykastrowane z aspektu defensywnego. Ta terranie, siege tanki, bunkry, który wyjadacz da się na to nabrać?
Tuth napisał/a:
Powodem dla którego pewne jednostki działają tak, a nie inaczej jest balans i dynamika gry.
Balans, dynamika? Wojsko idące wężykiem na rzeź? pokraczne roboty blokujące się w każdym węższym przejściu, olbrzymie krążowniki kosmiczne niszczone przez zgraję naćpanych marins? Sory, ja po prostu mam dość disco polo, że tak powiem znudziło mi się, doznałem satori, czy czegoś tam. Dla mnie fenomen Blizzarda skończył się dawno temu. Teraz jest odgrzewanie, odgrzewanych kotletów. Tak, tak, gra będzie hitem 10/10 we wszystkich gazetach, na wszystkich portalach, bla, bla bla.
Automatyzacja pewnych czynności czyniłaby niektóre jednostki naprawdę groźnymi. Atakując bazę obstawianą przez jakichś mocnych czarusiów zastanawiałbyś się jak ich pokonać, a nie jak sprawić by przeciwnik naklikał się gdzie indziej. Zrównoważyłoby to atak i obronę i nie osłabiłoby to niewątpliwych zalet ataku pozorowanego. Dałoby też większą swobodę w prowadzeniu rozgrywki. Większe znaczenie miałoby też rozstawienie jednostek (np stawiamy defilera czy templara na pierwszej linii żeby od razu osłabiał obszarówką i nie musimy martwić się tym, że będzie dłubał w nosie, gdy wroga armia przemaszeruje mu przed gębą. Wróg za to może podesłać jedną jednostkę, by czarusie się na niej wyżyli i takie tam smaczki, których zawsze mi brakowało). 200, 300 operacji na minutę to imo gruba przesada. Jeśli mamy dwóch graczy na tym samym poziomie i starcie jest wyrównane, to wygra ten szybszy: ten który szybciej zaznaczy, odznaczy, wybierze zdolność, kliknie na wroga, czy obszar itd. Ja zawsze grałem terranami i nic mnie tak nie wkurzało jak shiftowanie SCV, które jednostki ma naprawić. Traciłem czas, którego prot i zerg nigdy tracić nie musiał i co z tego, że tarcze protów łykały 100% uszkodzeń, a zergowie wolno się regenerowali, skoro obie te rasy dysponowały obszarowymi czarami, które zmuszały cię do naprawiania najsilniejszych, czy w danej chwili najważniejszych jednostek. Pomijam już konieczność płacenia za naprawy. Sory, ale idiotyzmem jest, że ktoś może zasrać ci pół bazy i pół jednostek plagą a ty musisz się naklikać jak głupi, żeby opanować ten burdel. A protosi i konieczność ręcznej produkcji skarabów i myśliwców do carriera? A zergowie i ciągłe burrow-unburrow (jakby nie mogło być opcji autoburrow po zakończeniu ruchu i unburrow, gdy wróg przechodzi nad zergami). Uproszczona rozgrywka? Jak najbardziej, ale z kupą zbędnych komplikacji. Swego czasu w SC młóciłem bezlitośnie, więc pewnie zagram w dwójkę, mimo, że (to do multi) znów będę musiał prowadzić armię kukieł, przeciwko drugiej armii kukieł ze świadomością tego, że wygram, jeśli będę szybciej pociągał za sznurki. Na koniec proponuję rewolucję ręcznego zbierania surowców, to by dopiero była frajda.
Na koniec odrobina pseudointelektualnego bełkotu: Cóż... Uważam, że gatunek RTS jest zbyt szeroki. Wciska się do tego przepastnego wora gry o tak odmiennej mechanice i, że tak powiem, technice rozgrywki, że jakieś autorytety mogłyby z tym w końcu zrobić porządek. Z punktu widzenia np Warzone 2100, czy Supreme Commandera, gry ze stajni Blizzarda to trwanie w uwstecznieniu. Z punktu widzenia Z, KKND - złagodzona wersja rtsowego hardkoru. te wszystkie gry tkwią w worku z napisem RTS. Można je więc oceniać przez pryzmat tego jakie są względem siebie nawzajem. A jeśli tak, to mamy kilka hm, gałęzi, czy różne podgatunki RTSów, które należałoby nazwać i określić kryteria. I tak termin zręcznościowa strategia czasu rzeczywistego do jednych RTSów pasuje, ale do innych już nie. Jeśli nie ma takich szufladek, mam prawo uznać, że pod względem wielu rozwiązań dotyczących mechaniki gry np taki Starcraft, czy coś z serii C&C to trwanie w średniowieczu.
Do premiery jeszcze sporo czasu, więc zdążą na pewno wszystko z balansować.
Tak jak w Warcraft III?
Jak mniemam znów na rynek trafi gra w której można zaznaczyć maks 2 jednostki, max 1 będzie strzelała w ruchu i max 0 jednostek będzie miało coś wspólnego z realnym polem bitwy? Pomijam aspekt czytelności tego co dzieje się na ekranie np. WC III, bez III to faktycznie WC po wielkim bełtowaniu. O zwycięstwie będzie mógł przesądzić jeden błąd, czy jeden dobry ruch - np. czołg na klifie i takie tam, czy mega pierdyknięcie z psionic stormem, atomówką, czy czymś tam. Wszystko sprowadzi się do czarów i jak najszybszego wyciągania ich z kapelusza (na protów lubiłem nasyłać 80 ghostów) No i oczywiście żadna zdolność specjalna nie będzie auto, tylko będzie się trza naklikać jak głupi (skolioza palców rulez). A powinny być auto i to WSZYSTKIE, przynajmniej, że tak powiem podstawowe i po pierwszym upie. Owszem, nie mogę się doczekać kampanii, bo lubię stawiać bunkry, czołgi, baraki i znęcać się nad biedną AI. Cała reszta śmierdzi mi wtórnością i małpią zręcznością. Panowie betatesterzy, zróbta coś, żeby ta gra choć trochę przypominała Strategię Czasu Rzeczywistego (nacisk na wszystkie trzy słowa).
Pykam ostatnio dla przypomnienia w BGT ale bez zbyt wielu modów (zero utrudniaczy) Z premedytacją budowałem power team (gra się banalnie ale przyjemnie)
Ja w/m/z - dałem się skusić na czarną brzytwę w piekle i nie żałuję
Keldorn - z Karsomirkiem oczywiście
Valygar - Furia + Pałer Hamer (w tronbalu na jego miejsce wstawiłem Seravoka i dałem mu srebrny miecz jak na razie)
Haerdalis - do wsparcia z łukiem, + czary + ulepszona pieśń barda. wystawianie tego gościa na pierwszej linii to marnotrawstwo i nieporozumienie
Mazzy - krótki łuk Gesena (w tronbalu zastąpiła ją Imoen, a to dlatego, że mój w/m/z nie może się doczekać zaklęć 8 i 9 poziomu - od 15, 16 poziomów w sześcioosobowym teamie strasznie długo czeka się na level - stwierdzam, że jednak za długo)
Jaheira - brakuje mi paru czarów kapłana i irytuje dwuklasowość - biorę ją po raz ostatni, jeszcze mi się romans spieprzył w Podmroku bo zapomniałem odmówić pewnej uroczej Drowce
Generalnie idę jak przez masło. Kangaxxa musiałem jednak ominąć bo bez uwolnienia mi nie szło, a nie miałem zwojów i dostępu do zaklęcia (poważna wada takiego teamu to czekanie wieloklasowcem na levele - w sumie racja, że w takim wypadku lepiej grać 5 lub nawet 4osobową drużyną) Demogorgona załatwiłem w 10 sekund: 3 wojów = 3 ulepszone młyńce i pa pa. Bez utrudniaczy gra się banalnie.
Witam Hm, może spróbuj dostać się do Diademu przez siedzibę łowców niewolników, jak tam wejdziesz i wszystkich wytłuczesz to wal do kanału, a z kanału jest przejście do Miedzianego. (jeśli mnie pamięć nie myli)
Ach wy icewindy! Żółte literki, żółte papiery, żółte szaleństwo Nie wiem czy coś takiego da się zrobić, ale myślałem nad tym, że strona główna graficznie mogłaby bardziej przypominać wieżę. Co wy na to? W ogóle wykonalne?
Chodzi mi po prostu o to, że wynik ankiety przyprowadzonej wśród wypowiadających się w temacie bywalców nijak się będzie miał do rzeczywistości, czyli ogółu vel wszystkich, którą ukazuje słynny Panel Admina (vel Podglądacz Prezesa
Ugryź to tak: są statystyki i badania w terenie, które obecnie trwają w tym temacie Masz wynik w panelu, który niczego nie oddaje, bo to, że ktoś ustawił dany styl i wszedł raz na 30 sekund na forum nic nie mówi. Stąd ankieta siłą rzeczy dotyczy stałych bywalców, ale też bywalców mniej stałych.
Zresztą niech się prezes wypowie. Zawsze można temat usunąć albo przemianować na dyskusję o nowych szatach Tawerny